Putin gra historią przeciw Polsce

Paweł
Usau

Autorytarni władcy zawsze próbowali podporządkować sobie historię. Manipulacje w obrazie przeszłości mają zbudować prawidłowy obraz teraźniejszości, podporządkować ideologii poglądy i pamięć mieszkańców. Poprzez modyfikacje i cenzurę, w państwach autorytarnych historia staje się narzędziem sprawowania włądzy.

Dla reżimów szczególnie ważnym procesem jest heroizacja pewnych elementów przeszłości. Ma nie tylko podkreślać wielką przeszłość i wzmacniać tożsamość narodową, ale też rekompensować upadek gospodarki i niski poziom życia.

Heroizm rewolucjonistów i uczestników II wojny światowej był ideologicznym fundamentem ZSRR. Ich walka o świetlaną przyszłość miała inspirować masy. Bohaterstwo było kultywowane przez sowiecką historiografię, ale też całą kulturę.

Kult bohaterów komunizmu przetrwał na Białorusi – w nazwach ulic i Linii Stalina. Ale szczególną formę przybrał w Rosji.

Wraz z transformacją polityczną, w Rosji zakończył się kult bohaterów rewolucji. Głównym źródłem ideologicznego i politycznego natchnienia został okres II wojny światowej, nazywanej tam Wielką Wojną Ojczyźnianą. Doświadczenia wojny w pełni wpisują się w dzisiejsze agresywne postrzeganie rzeczywistości przez większość Rosjan. Dla współczesnej Rosji wiktoria z 1945 roku jest najważniejszym dziedzictwem ZSRR.

Co więcej, to właśnie “historia Wielkiego Zwycięstwa” pozwala na imperialne spojrzenie na świat, które wyrażone jest w haśle “Możemy to powtórzyć”.

Portrety Stalina i Lenina na ulicach Mińska. Zdjęcie: Biełsat

W rosyjskiej świadomości masowej i politycznej obraz “Zwycięstwa” zrósł się z obrazem “silnej i efektywnej” władzy radzieckiej oraz wybielonym wizerunkiem Stalina. Wszelkie próby pokazania okropieństw totalitaryzmu i roli komunistycznych przywódców w tragedii narodów ZSRR i świata spotykają się ze sprzeciwem, lub są marginalizowane.

Kult jednostki, stalinizm, został głównym elementem “historii Zwycięstwa”. Co nie dziwi, bo historyczne porównania umacniają obraz nowego silnego lidera Rosji, który gotów jest powtórzyć rok 1945.

Powrót do sowieckiej polityki i sowieckiego rozumienia historii jest sprzeczny z tysiącami faktów dyskredytujących ZSRR oraz badaniami przyczyn wybuchu II wojny światowej. Jednak autorytarne podejście do historii nigdy nie opierało się na faktach, a jedynie na potrzebnej interpretacji.

„Putin wielokrotnie kłamał na temat Polski.” Oświadczenie premiera Morawieckiego

Stąd własne rozumienie przyczyn i sprawców wydarzeń w 1939 roku. Zgodnie z “historią Zwycięstwa”, winnym wybuchu wojny jest wyłącznie Zachód: Wielka Brytania, Niemcy i Polska. Działania ZSRR były jedynie reakcją na zaistniałą sytuację. Wojna z Finlandią, okupacja państw bałtyckich, napad na Polskę nie wynikały z chęci “odbudowy imperium”, a były jedynie “gestami dobrej woli ZSRR” i wyzwalaniem terytoriów.

Gdy historia pada ofiarą manipulacji i zamienia się w narzędzie wojny hybrydowej, odwoływanie się do faktów nie ma żadnego znaczenia.

Obecnie Rosja jest w stanie konfrontacji z Zachodem na wszystkich płaszczyznach: dyplomatycznej, ekonomicznej i sportowej. Historia także zamieniła się w pole bitwy.

Polska ma w tej bitwie szczególne znaczenie. Jak wiadomo, Warszawa była jednym z inicjatorów “Rezolucji Parlamentu Europejskiego w sprawie znaczenia europejskiej pamięci historycznej dla przyszłości Europy”, przyjętej we wrześniu 2019 roku. Zgodnie z nią, odpowiedzialne za wybuch II wojny światowej w równym stopniu były hitlerowska III Rzesza Niemiecka i stalinowski ZSRR.

Co więcej, w tym roku polskie władze zrezygnowały z zaproszenia rosyjskiej delegacji na obchody 80. rocznicy wybuchu wojny. Warszawa jest też za rozszerzeniem amerykańskiej obecności wojskowej w Europie.

Najwidoczniej Polska stała się ideologiczną i polityczną „czerwoną płachtą” na rosyjskiego byka. Nie mogło to nie wywołać reakcji, na razie na poziomie polityki historycznej. Nie ma jednak złudzeń, że konflikt pomiędzy Moskwą i Warszawą będzie narastać.

Antypolska kampania Putina dopiero się rozkręca

Pawał Usał, białoruski politolog i analityk dla Biełsatu

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów