Komu potrzebne jest muzeum w ojcowiźnie Elizy Orzeszkowej? Nikomu

Milkowszczyzna już od dawna leży na trasie turystycznej „Drogi Elizy Orzeszkowej i Adama Mickiewicza”. Co właściwie może dziś zobaczyć turysta w rodzinnej miejscowości autroki „Nad Niemnem”?

Jadąc z Grodna w kierunku Mińska, po pół godzinie od wyjazdu z miasta napotykany drogowskaz z napisem „Milkowszczyzna. Rodzinna miejscowość Elizy Orzeszkowej. 2 km”. Właśnie tam 6 czerwca 1841 roku na świat przyszła znana pisarka epoki pozytywizmu, „królowa żywego słowa” Eliza Orzeszkowa.

Resztki rodowego gniazda

Turyści odwiedzający jej rodzinną miejscowość często piszą, że jej dom znajduje się w stanie zaniedbanym. Rzecz w tym, że ubogą drewnianą chałupinę z zabitymi oknami mylą z właściwym szlacheckim dworem o czternastu pokojach, który znajdował się kilka kroków dalej. Dom Elizy Orzeszkowej istniał on jeszcze jakiś czas po wojnie. Znalazło w nim schronienie osiem rodzin uciekinierów z Rosji i Ukrainy. Po jakimś czasie zamieszkali w nim miejscowi. Ostatecznie, budynek rozerwano traktorami na kawałki. Kamienie i cegły z jego fundamentów walają się do dziś na kołchozowym polu, a z zamożnego majątku ostała się jedynie studnia i aleja dwustuletnich klonów, którą lud nazywa „Aleją Elizy”.

Drewniany dom pobudowano obok szlacheckiej siedziby w latach 50-tych. Ludzie mieszkali w nim do 2006 roku, gdy teren został wykupiony przez przedsiębiorcę z miejscowości Skidel, który dostał od administracji rejonowej zgodę, na prowadzenie tu działalności turystycznej. Biznesmen z nadzieją czekał na dotacje z Polski, ale żadne pieniądze zza granicy nie nadeszły i drewniany dom powoli sobie gnije, czekając na swój koniec.

Jako jedyna pamiątka o rodowym gnieździe Elizy Orzeszkowej pozostał głaz z rozłupanego fundamentu, do którego przytwierdzono tablicę pamiątkową. „Ten kamień postawiliśmy własnymi siłami”, – mówi była nauczycielka historii, a teraz dyrektorka Muzeum Milkowszczyzny Tacciana Sawiankowa.

Prosiliśmy kołchoz, żeby pozbierali kamienie z pola, słupek jakiś postawili. Ale jak się walały, tak się walają. A jak jeden głaz znaleźliśmy, to postawiliśmy pomnik. Kwiatki posadziliśmy. Z innych kamieni zrobiliśmy kurhanik. Krzyż postawiliśmy. Tu wcześniej były takie piękne parki, altanki, kwietniki. A potem zaorali i robili tu pole. A gdy postawiliśmy ten kamień, telefonowano do nas, byśmy go usunęli, bo niby to dokumentów nie dostarczyliśmy, nie dostaliśmy zgody. A skąd o tym mieliśmy wiedzielić. Mówię im, że niczego usuwać nie będziemy. Niczego nielegalnego nie zrobiliśmy. To tylko mieszkańcy postawili kamień, by zachować w pamięci. Potem przedsiębiorca przeniósł go bliżej alei, prawie przy tym rozbijając”, – opowiada dyrektorka muzeum.

„Obelisk” zamiast szlacheckiego grobowca

Niedaleko od miejsca, na którym stał dom Orzeszkowej, znajduje się rodzinny grobowiec Pawłowskich – grób ojca pisarki – Benedykta i jego pierwszej żony. W 2005 roku miejscowe władze przyjęły decyzję o „uporządkowaniu” grobu, w wyniku czego ścięto kilka otaczających go ogromnych drzew.

Zaczęli wszystko ścinać. Tyle drzewa sprzedali przy tej okazji. Powstrzymywałam ich. Nie słuchali. Pozostawało tylko zamurować, zalać cementem i zrobić obelisk jak z czasów wojny. A tu piszą – jeden z nielicznych szlacheckich grobowców, jaki pozostał z tamtych czasów. A to wszystko na współczesną modę”, – opowiada Tacciana.

Jak zamykano jedyną na Białorusi szkołę imienia Elizy Orzeszkowej

Współczesna Milkowszczyzna nie różni się niczym od innych białoruskich wsi. Przy cerkwi w czasach sowieckich postawiono obory. Niemal dwustu mieszkańców obsługuje niewielki wiejski sklepik i punkt felczersko-aptekarski. Wiejski klub, oddział banku i bibliotekę zamknięto. Książki z biblioteki udało się uratować dzięki Taccianie Sawianikowej, która nie pozwoliła ich wywieźć i przechowuje je teraz w muzeum, prawdziwym „centrum życia” miejscowych dzieci i młodzieży.

Muzeum literacko-krajoznawcze zostało założone w budynku byłej szkoły, którą zamknięto cztery lata temu – tak jak i w innych wsiach z powodu zmniejszenia liczby uczniów. Wcześniej w szkole uczyło się 36 dzieci, które teraz, zasypiając w szkolnych autobusach, każdego ranka jadą zmagać się z nauka do Kamionki lub Skidela.

Szkoła zawsze była szkołą białoruską. Języka białoruskiego nauczyciele bronili nawet wtedy, gdy planowano przejście na nauczanie po rosyjsku. W 2006 roku z inicjatywy byłego dyrektora Uładzimira Trachimczyka szkole nadano imię Elizy Orzeszkowej. Jednak to imię szkoła nosiła jedynie siedem lat, a tablica z imieniem i nazwiskiem pisarki stała się muzealnym eksponatem.

W wejściu do muzeum do teraz stoi popiersie i cytat ze słowami pisarki, które były dewizą placówki i częścią szkolnego hymnu. „Miej serce jak najczystsze i oddawaj usługi jak największe ziemi i ludziom… E. Orzeszkowa”. „Tymi słowami żyliśmy i dalej żyjemy”, – mówi Tacciana.

„Tutajsza” królowa żywego słowa

Wśród miejscowych żyje legenda, że, gdy narodziła się maleńka Eliza, cudownie śpiewał słowik. Długo można się sprzeczać, czy Eliza Orzeszkowa jest polską, czy białoruską polskojęzyczną pisarką. Przekłady jej utworów były wcześniej na liście białoruskich lektur, ale i w oryginale jej opowiadania są przesycone białoruskimi pieśniami, powiedzeniami, opowieściami i tradycjami ludowymi.

Eliza Orzeszkowa przeżyła w Milkowszczyźnie pierwszych jedenaście lat swojego życia i chociaż w domu słyszała tylko język polski i francuski, poza domem przyjaźniła się i bawiła z chłopskimi dziećmi. Przybiegała do ogrodnika Franka, który opowiadał jej bajki po białorusku. Krajobrazy Milkowszczyzny ją natchnęły i wychowały w miłości do rodzinnych stron. Napełniała się tu ludowością. Właśnie tu, po swoim powrocie, przyszła wielka pisarka ułożyła swoje pierwsze wydrukowane działo „Obrazek z lat głodowych”, a potem jeszcze osiem innych. Z wielkim ciężarem na sercu zmuszona była sprzedać majątek, gdy przeprowadzała się do Grodna, czego potem szczerze żałował, mówiąc: „Nie można sprzedawać ojcowskiego domu”.

„Prawie” muzeum Elizy Orzeszkowej

Najcenniejszym eksponatem jest kopia materiałów archiwalnych z 1844 roku, gdy po śmierci ojca majątek dostał się w spadku Elizie i jej siostrze Klementynie. Dokumenty pokazują, że do Orzeszkowej należało ponad 2 000 hektarów ziemi i 500 chłopów pańszczyźnianych. Niestety, muzeum nie ma żadnego oryginalnego eksponatu związanego z pisarką. Oddzielny pokój został poświęcony ziołom, które zbierała i opisywała Eliza Orzeszkowa.

„Bardzo szkoda, że nie ma oryginalnych eksponatów. W Grodnie jest ich trochę w muzeum archeologicznym. Powiedziano mi nawet, że w magazynach, w podziemiach leżą porozszywane albumy herbariuszy Elizy Orzeszkowej. Byłam tam. Mówię im, że przyjadę z ramkami i dam je od razu pod szkoło. No choć jeden zielnik Orzeszkowej dajcie. Choć na wymianę czasową, choć na święta, gdy przyjeżdżają do nas goście. Nic się do tej pory nie zmieniło”, – skarży się kierowniczka muzeum.

Тacciana Sawiankowa prowadzi kółka „Młodzi badacze” i „Erudyta”, w których razem z dziećmi zajmuje się badaniem Milkowszczyzny. Młodzież czyta białoruskie i polskie publikacje i na ich podstawie pisze naukowe artykułu. Są wśród nich: „Dziedzictwo ludowe w twórczości Elizy Orzeszkowej”, „Działalność obywatelska Elizy Orzeszkowej”, „Wioska Milkowszczyzna jako mała ojczyzna Elizy Orzeszkowej”, a teraz przygotowują jeszcze jedno badanie porównawcze, poświęcone ziołom leczniczym pisarki, które rosną w Milkowszczyźnie. Tacciana z dumą pokazuje dyplomy dzieci, ich rysunki do utworów pisarki i książkę Liubowi Pusiłki „Ziemi i ludziom”. Liubou Rusiłka mieszkała w dworze Orzeszkowej. Może to natchnęło wiejską poetkę do napisania wierszowanej biografii pozytywistycznej pisarki. Swoją książkę Liubou Mikołajewna pisała dziesięć lat. Długo nie mogła jej wydać, ale wreszcie w Grodnie znalazło się chętne wydawnictwo. Autorka ma 76 lat, jest mocno chora, ale dumna, że swoją książkę może zaprezentować jeszcze za życia.

… A może muzeum białoruskiej szkoły wiejskiej?

Choć przedmiotów z czasów Orzeszkowej w muzeum nie ma, może się ono pochwalić dawnymi przedmiotami codziennego życia wiejskiego i różnorodnymi szkolnymi przyborami, książkami i zabawkami z czasów radzieckich. Każda była klasa przenosi nas niezauważalnie w dzieciństwo. Można tu usiąść za starą szkolną ławką, policzyć coś na przedpotopowym kalkulatorze, przypominającym maszynę do pisania, napisać swoje imię atramentem w zeszycie z bibułową suszką, przejrzeć podręcznik po białorusku z 1965 roku i pierwszy podręcznik do historii Białorusi.

Była nauczycielka historii zebrała we wsi wszystko, co można uznać za świadectwo przeszłości. A rzeczy, które jeszcze niedawno nikogo by nie dziwiły, w dobie Internetu stały się prawdziwymi rarytasami.

Muzeum służy także jako miejsce dla młodzieżowych dyskotek, a raz w miesiącu staje się domem modlitwy miejscowych katolików. Organizatorzy muzeum sami o nie dbają, sprzątają, zmywają podłogi, a latem koszą trawę. Szukają pomocy, by postawić pomniki upamiętniające choć najważniejsze miejsca pamięci Orzeszkowej. Wcześniej własnoręcznie robiła to Tacciana:

„Jakie finansowanie? Żadnego wsparcia. To co ty włożysz, albo gdy ktoś przyjedzie i coś ofiaruje – to jest całe wsparcie. Ale dla mnie najważniejsze jest, że Milkowszczyzna żyje, że ludzie tu przyjeżdżają i nasza sprawa nie przepadła. Dlatego i dusza się cieszy”.

W czerwcu minęło 175 lat od urodzin Elizy Orzeszkowej. Czy naprawdę żaden z dwóch Związków Polaków na Białorusi, ani władze Polski nie znajdą choć grosza, by wreszcie uporządkować ojcowiznę Elizy Orzeszkowej i godnie ją upamiętnić?

Czytaj także>>>

Paulina Walisz, PJr, belsat.eu

Wiadomości