Spojrzeć katu w oczy… Kto dowodził egzekucjami w Kuropatach?

Władimir Ustinowicz Nikitin z rodziną

Często mówimy o rozstrzelanych w Kuropatach, malarze tworzą ich portrety, podczas akcji pamięci czyta się spisy nazwisk. A jak wyglądali ci, którzy stali po drugiej stronie, trzymając karbowaną rękojeść skrwawionego nagana? Kto wydawał rozkazy?

Rosjanie mają interesujące forum, na którym omawiane są kwestie z historii sowieckich organów karnych (CzK, OGPU, NKWD i KGB). Między innymi wiadomości o swoich przodkach szukają tam potomkowie funkcjonariuszy sowieckiej bezpieki. I tak na przykład, już wiosną 2014 roku na forum pojawił się post pewnej Tatiany, która szukała informacji o stryjecznym bracie swojej matki oraz jego ojcu. Obaj mieli służyć w MSW w Wilnie w 1947 roku. Stryjeczny dziadek Tatiany nazywał się Władimir Ustinowicz Nikitin.

Władimir Nikitin doszedł po drabinie kariery do stopnia podpułkownika bezpieczeństwa państwowego

Kobieta miała szczątki informacji, ale nic konkretnego. Twierdziła, że o ile młodszy Nikitin był oficerem średniego stopnia, jego ojciec był podpułkownikiem nagrodzonym Orderem Lenina! Co więcej, jej pisma na Łubiankę nie przyniosły żadnego skutku – wiadomości z archiwum FSB jej nie podano. A dowiedzieć się więcej o krewnym zasłużonym dla ZSRR chciała, bo dlaczego nie?

Order za deportację Czeczenów i Inguszów

Po pewnym czasie wiadomości o „dziadku” się znalazły. Okazało się, że Władimir Ustinowicz urodził się w 1898 roku pod Smoleńskiem w rosyjskiej rodzinie. Do partii bolszewickiej wstąpił w 1926 roku. Miał średnie wykształcenie. Odszedł na emeryturę jako podpułkownik KGB, naczelnik oddziału więziennego UNKWD Kraju Stawropolskiego.

Odznaczeń miał wiele: dwa ordery Gwiazdy Czerwonej (1938 i 1944 r.), order „Znak Honoru” (1943 r.), order Czerwonego Sztandaru (1945 r.), medal „Za odwagę” (1944 r.), Order Lenina (1945 r.) itd.

Co ciekawe, jeden order Gwiazdy Czerwonej stracił w latach 70-tych. Dlaczego? Bo otrzymał go za stalinowską deportację Czeczenów i Inguszów… W późnym Związku Sowieckim, najwyraźniej, próbowano przeprowadzić jakąś rewizje odznaczeń państwowych. Ale najciekawsze przed nami.

Funkcjonariusze NKWD podczas zajęć na strzelnicy, lata 30. XX wieku. Zdjęcie: kyky.org

Dowodził komendanturą NKWD w Mińsku

W tej krótkiej biografii jest jeszcze jeden punkt: w 1937 roku Nikitin był młodszym lejtnantem NKWD z Białoruskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej. I to już jest ciekawe… W jednym ze starych artykułów historyka Ihara Mielnikawa, wśród innych „katów z mińskich więzień” wymieniony został niejaki Władimir Nikitin. Czy to ten sam?

A w sierpniowym materiale TUT.BY czytamy już dokładnie: Nikitin był w 1939 roku komendantem NKWD w Mińsku, a jego bezpośredni podkomendni Boczkow, Jakowlew, Koba, Ostrejko i inni rozstrzeliwali w Kuropatach. No i ułożyliśmy pasjansa!

Ilu? „…dzieścia”. Gdzie? „Na górce”

Im dalej, tym ciekawiej. Okazało się, że w 1989 roku 91-letniego Nikitina znaleźli w Moskwie członkowie grupy, która badała „sprawę Kuropat”. Nie będziemy przywoływać opisu tego spotkania – jest ono w książce „Kuropaty. Śledztwo trwa” [biał. „Kurapaty. Sledstwa praciagwajecca”] z 1990 roku. Podamy tylko to, co najważniejsze.

Były już wtedy znane wspomnienia świadków, którzy żyli pod lasem, w którym rozstrzeliwano. Były też pierwsze wykopane łuski i szczątki z Kuropat. Nie było tylko informacji o samych sprawcach. Wtedy do jednego z członków grupy prowadzącej śledztwo zadzwoniła mieszkanka mińska. Powiedziała „Nie możecie oczywiście znaleźć tych, którzy rozstrzeliwali w Kuropatach? Zapiszcie adres: Moskwa, prospekt…”

Siedziba OGPU-NKWD-KGB-FSB w Moskwie. Zdjęcie: um.mos.ru

Tam, w Moskwie, drzwi otworzył tęgi niemłody mężczyzna, który przedstawił się jako Nikitin. Gdy usłyszał, o co chodzi, odesłał badaczy do ojca. Możliwe, że był to Jewgienij Nikitin, który służył w Wilnie w 1947 roku, czekista i syn czekisty. A może brat? Według niego ojciec poważnie się rozchorował, choć jeszcze miesiąc wcześniej trzymał się dobrze. A teraz nawet mówienie sprawiało mu problem… ale porozmawiać z nim i tak się udało.

Słysząc, że przyjechali goście z Mińska, starszy Nikitin – wychudzony siwowłosy staruszek, ożywił się. Słuchając pytań, nawet coś tam mamrotał, ale autorzy książki zrozumieli tylko dwa słowa. Na pytanie, ile osób dziennie rozstrzeliwano w Kuropatach, Władimir Ustinowicz odpowiedział „…dziescia”. Na pytanie gdzie, odparł „na górce”.

Syn nie ukrywał, że pod koniec lat 30-tych kierował Komendanturą NKWD w Mińsku. Koba, Jagodkin, Kaufman i inni koledzy czasem przychodzili w gości – wszyscy oficerowie NKWD mieszkali w jednej kamienicy przy ulicy Kirowa. Potem Władimir Nikitin służył w Smiersz, pracował na wysokich stanowiskach w Wilnie, Stawropolu, Wołogdzie. Do rezerwy przeszedł ze stopniem pułkownika.

„Oczy Nikitina nie kłamały…”

Nie mamy informacji o śmierci Władimira Nikitina. Ale jeśli nawet zmarł w tym samym 1991 roku, gdy odwiedzili go goście z Mińska, czekista miał 93 lata. A może dożył do setki, kto wie?

Za to, dzięki miłośnikom historii NKWD-KGB z forum, o którym mówiliśmy na początku, mamy zdjęcia samego „bohatera” naszej opowieści. Pochodzą one z rodzinnego archiwum niejakiej T.L. Graczowej. Możliwe, że pierwszy raz pokazały się w prasie – w takim razie nasi czytelnicy mają unikatową możliwość zajrzeć w oczy „kata z Kuropat”… Przynajmniej na zdjęciu.

Tatiana, krewna Nikitina, w komentarzach pod zdjęciem i podanymi wyżej informacjami (o egzekucjach w Kuropatach nie było tam mowy, ale inne wiadomości widać wystarczyły) odreagowała lakonicznie: „Oczy na portrecie Nikitina mnie nie okłamały. Coś podobnego sobie wyobrażałam (mówię o jego służbie w Stawropolu). Teraz rozumiem, dlaczego rodzina zerwała z nim kontakt”.

Czytajcie również:

Aleś Kirkiewicz, pj/belsat.eu

Opinie autorów mogą nie być zgodne ze stanowiskiem redakcji.

Wiadomości