Obrońcy praw człowieka: Rosja nie chroni jeńców przed wirusem

Ponad 140 organizacji broniących praw człowieka podpisało apel do władz Rosji i struktur międzynarodowych. Domagają się reakcji na sytuację epidemiologiczną w więzieniach, w których przetrzymywani są ukraińscy jeńcy oraz więźniowie polityczni.

Autorzy apelu zwracają uwagę, że zakłady karne są szczególnie narażone na rozprzestrzenianie się epidemii nowego koronawirusa, a uwięzieni – pozbawieni jakiejkolwiek ochrony. Obrońcy praw człowieka zwracają się do ONZ, Rady Europy, Unii Europejskiej, OBWE oraz krajów uczestniczących w negocjacjach ds. sytuacji w Donbasie i Krymie, aby wywarły nacisk na Rosję w celu ochrony zdrowia i życia osób nielegalnie przetrzymywanych.

Ponieważ Rosja nie jest w stanie zapewnić uwięzionym ochrony przed szalejącą pandemią koronawirusa, wzywają do pilnego zmniejszenia ich liczby poprzez zmianę środków zapobiegawczych na areszty domowe oraz uwolnienie wszystkich więźniów politycznych.

Rosja: liczba zakażeń koronawirusem wzrosła o 57, do blisko 500

Wskazują również, że podczas następnego spotkania Trójstronnej Grupy Kontaktowej w Mińsku, powinna zostać poruszona kwestia natychmiastowego udzielenia nieograniczonego dostępu do okupowanego Krymu i Donbasu organizacjom międzynarodowym, w szczególności Międzynarodowemu Czerwonemu Krzyżowi i Misji Monitorującej Prawa Człowieka ONZ.

Na okupowanym Krymie i w Rosji, gdzie rosyjskie władze przetrzymuje bezprawnie co najmniej 90 ukraińskich więźniów politycznych, nie wdrożono środków zalecanych przez WHO, które mają zapobiegać rozprzestrzenianiu się pandemii. W więzieniach nie ma też dostępu do środków dezynfekujących i maseczek ochronnych.

– Służby medyczne tych instytucji nie mają wystarczającego personelu, lekarstw i niezbędnego sprzętu medycznego. Nie są w stanie poradzić sobie nawet ze zwykłymi chorobami wśród więźniów – czytamy w apelu.

„Pozdrowienia z Rosji” będą sporo kosztowały Włochy

Obrońcy praw człowieka zauważają również, że jedynym zastosowanym wobec epidemii środkiem ochronnym było wstrzymanie widzeń więźniów z krewnymi. Paradoksalnie, może to nie pomagać więźniom, lecz raczej sprzyjać łamaniu przez Rosję międzynarodowego prawa humanitarnego. Ograniczenie kontaktów uwięzionych ze światem zewnętrznym może być wykorzystywane do zwiększenia częstotliwości i bezkarności stosowania tortur – ostrzegają obrońcy praw człowieka.

– Nie mamy wieści od syna. Ostatni list dotarł w lutym. Podejrzewamy, że na kolejny trzeba będzie poczekać, bo ze względu na epidemię, granice między Ukrainą i Rosją zostały zamknięte. Wałentyn jest zamknięty w jednoosobowej celi, nie ma żadnych kontaktów z innymi więźniami. Ale wiemy z poprzednich listów i od konsula, że warunki w celi są złe, jest tam bardzo chłodno. Syn jest fatalnie żywiony, brakuje też opieki lekarskiej – powiedział Biełsatowi ojciec więźnia politycznego Wałentyna Wyhiwskiego.

Ten 37-letni Ukrainiec został zatrzymany przez rosyjskie służby we wrześniu 2014 r. na Krymie, dokąd pojechał na pokaz lotniczy. W grudniu 2015 r. moskiewski sąd okręgowy skazał go na 11 lat kolonii o zaostrzonym rygorze za rzekome szpiegowanie rosyjskich sił powietrznych. Od tego czasu jest przetrzymywany w więzieniu w obwodzie kirowskim.

– Boimy się o syna. Więźniowie polityczni są w grupie ryzyka ze względu na to, że ich organizmy są osłabione i wyczerpane wieloletnią niewolą. Jeżeli warunki ich przetrzymywania się nie poprawią, zachorowanie na COVID-19 może się skończyć tragicznie – stwierdził Petro Wyhiwski.

Szpiegował pokaz lotniczy? Wnuk Polaków w izolatce rosyjskiego łagru

Zdaniem autorów apelu, sytuacja w tzw. samozwańczych republikach ludowych na wschodzie Ukrainy jest jeszcze bardziej dramatyczna. Choć trwa szósty rok konfliktu zbrojnego w Donbasie, Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża wciąż nie ma dostępu do ukraińskich jeńców. Ich dokładna liczba nie jest nawet znana. Według organizacji takich jak Medialna Inicjatywa za Praw Człowieka, jest tam uwięzionych około setki Ukraińców. Oprócz oficjalnych ośrodków detencyjnych istnieje rozległa sieć tajnych więzień. W większości tych miejsc warunki są tak złe, że sam fakt przetrzymywania tam ludzi może zostać uznany za formę tortur.

– Warunki w celi urągały wszelkim zasadom sanitarnym. Nieskończona ilość karaluchów i pluskiew. Materac był brudny i roił się od insektów, więc spałem na metalowej pryczy. Część okna została wybita. Cały czas byliśmy na zimnym wietrze. W innych kamerach było jeszcze gorzej: szczury i ścieki płynące bezpośrednio przez cele, wieczna ciemność – wspomina cytowany w apelu doniecki dziennikarz Stanisław Asiejew, którego uwolniono podczas wymiany jeńców w grudniu 2019 r.

Autorzy powołują się też na Raport Biura Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka, w którym opisano powszechną praktykę tortur, której poddawano niemal wszystkich nielegalnie uwięzionych. Wśród stosowanych przez separatystów metod znęcania się wyszczególniono m.in bicie, rażenie prądem, podduszanie, wykorzystywanie seksualne, wyrywanie zębów i paznokci. Separatyści pozbawiają też więźniów wody, jedzenia i snu.

„Bili z nudów”: jak separatyści torturują ukraińskich jeńców

O jakości opieki medycznej w tych miejscach najlepiej mówią świadectwa uwolnionych. Wspominali oni, że przy torturach i brutalnych przesłuchaniach często był obecny pracownik medyczny, który doradzał separatystom jak znęcać się nad więźniami tak, aby zadać maksymalny ból, jednak nie doprowadzić do śmierci.

Pod apelem podpisały się między innymi Medżlis (samorząd Tatarów Krymskich), ukraińskie Regionalne Centrum Praw Człowieka, Donbas SOS, ukraiński Instytut Wolności Religijnej, United Help Ukraine oraz przedstawicielstwa Fundacji Helsińskiej w Polsce, Holandii, Norwegii, Bułgarii, Macedonii i Serbii.

Według władz Rosji odnotowano na jej terenie 495 przypadków zakażenia koronawirusem. Danych z tzw. samozwańczych republik ludowych na Donbasie nie ma, lecz ukraińskie służby wskazują, że miejscowe szpitale są wypełnione chorymi z wysoką temperaturą. Według ukraińskiego wywiadu w zeszłym tygodniu w miejskim szpitalu w Ługańsku na zapalenie płuc, które może być efektem COVID-19, zmarło 9 osób.

Monika Andruszewska, belsat.eu

Wiadomości