Białoruś podłożyła sąsiadom świnię… z ASF. WIDEO PL

Afrykański pomór świń szaleje na Białorusi od wielu lat. Władze udają tez od lat, że problem istnieje.

Szkodzenie sobie samemu, jest własnym wyborem. Gorzej, że milczenie i bezczynność władz w Mińsku doprowadzają do poważnych strat gospodarczych w sąsiednich krajach.

Pod budynkiem polskiego parlamentu zbierają się protestujący. Ludzie są oburzeni decyzją władz o odstrzale 210 000 dzików – 98% całej populacji tych zwierząt w Polsce. Właśnie w ten sposób Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi planuje powstrzymać rozpowszechnianie się afrykańskiego pomoru świń (ASF) i uratować producentów wieprzowiny.

– To skandaliczny plan dwóch ministerstw – rolnictwa i środowiska. Decyzje ministrów są echem wieloletniej bezczynności tych dwóch resortów. Nie robiły niczego, by powstrzymać afrykański pomór świń. A najgorsze, że odstrzał dzików nie rozwiąże problemy ASF, a tylko pogorszy sprawę. Problem może rozwiązać jedynie odpowiedzialne zachowanie rolników – uważa Ewa Sufin-Jacquemart z polskiej Partii Zielonych.

Polskie władze zaprzeczają zielonym i powołują się na doświadczenia Niemców, którzy nie czekali na pierwszy przypadek afrykańskiego pomoru świń na swoim terytorium i prewencyjnie wybili w ciągu ostatniego roku 70% populacji dzików.

– Jeśli nie powstrzymamy masowego padania zwierząt od afrykańskiego pomoru świń, czekają nas wielomiliardowe straty w rolnictwie. Ograniczenie liczebności dzików to jeden z najpewniejszych sposobów zatrzymania rozpowszechniania się wirusa, co stwierdziła nawet Komisja Europejska ustami Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności [EFSA] – tłumaczy minister rolnictwa RP Jan Krzysztof Ardanowski.

Wisła, która płynie dwieście kilometrów od granicy z Białorusią, jeszcze niedawno dzieliła Polskę na dwie części: zachodnią, w której nie rejestrowano przypadków ASF, i wschodnią, w której służby epidemiologiczne zanotowały setki ognisk niebezpiecznej choroby. W ubiegłym roku wirus pokonał tą naturalną barierę. Pojawiło się 105 nowych ognisk choroby. Ten sam problem jest na Litwie.

– Zaraza mocno wpływa na tą gałąź gospodarki. Kiedyś na Litwie były 3 miliony świń, a teraz tylko 500 tysięcy. Przez ASF dobrzy hodowcy nie mogą pracować – podaje fakty przewodniczący parlamentarnej komisji ds. rolnictwa Andriejus Stančikas.

Problem jest ten sam, ale w przeciwieństwie do polskich kolegów, jego rozwiązanie na Litwie uważają za bardziej skomplikowane.

– Jeśli zajmiemy się tylko odstrzałem dzików, to problem nie zostanie rozwiązany – stwierdzi Stančikas.

Należy podkreślić, że na Litwie i w Polsce wirusem dotknięte są tylko te regiony, które sąsiadują z Białorusią i Polską. Dalsze tereny nie są jeszcze skażone, co bezpośrednio pokazuje, skąd przychodzi choroba.

Ale na Białorusi oficjalnie już od pięciu lat nie zarejestrowano ani jednego przypadku ASF. O prawdziwym stanie rzeczy w naszym kraju można wnioskować tylko z pośrednio. Regularnie rolnicy w białoruskich wsiach są zmuszani się do zarzynania całego pogłowia świń domowych. Z kolei Rossielchoznadzor (rosyjska służba kontroli fitosanitarnej i weterynaryjnej) znajduje genom ASF w pochodzącej z Białorusi żywności. A na koniec – według oficjalnych danych, pogłowie dzików w naszym kraju wybito – zostały 3 tysiące osobników, a jeszcze 5 lat temu dochodziło ono do 80 tysięcy.

– Eksperci ze służb weterynaryjnych muszą informować o problemie. Tak jest przyjęte, zgodnie z wszelkimi międzynarodowymi kanonami. Ale oni tego nie robią, bo sprawy zawodowe są u nas kwestią drugorzędną. Za to cele polityczne i eksportowe zawsze wychodzą u nas na pierwszy plan. Chociaż nie uważam, że gdybyśmy przyznali się do problemu, to zawaliłby się u nas eksport mięsa – mówi redaktorka naczelna Agrolive.by Ina Harmiel.

Trzeba wiedzieć, że afrykański pomór świń nie jest przekazywany bezpośrednio przez dziki świniom, bo nie mają one bezpośredniego kontaktu. Nosicielem w większości przypadków jest człowiek. Wirus może być na odzieży, skórze, lub karmie przyniesionej z pola, na którym żywiły się zarażone dziki. Właśnie tak zaraza trafia do kołchozów i wielkich prywatnych ferm świń na Białorusi.

Władze mówią, że afrykańskiego pomoru świń na Białorusi nie ma. Biełsat udowadnia, że jest

Władze w Mińsku nie przyznają, że problem istnieje, nie walczą z nim i nie informują masowo ludności o zagrożeniu ASF. W ten sposób władze Białorusi tworzą zagrożenie dla własnych gospodarstw i hodowców w państwach sąsiednich.

– Dzika roznoszącego zarazę nie powstrzymają żadne granice. Może on przejść przez granicę i roznieść ASF po lesie – dodaje Ina Harmiel.

Co ciekawie, w Polsce i na Litwie słychać pojedyncze głosy, które twierdzą, że rozpowszechnianie się ASF z terenu Białorusi i Rosji nie odbywa się drogą naturalną – mają za tym stać służby specjalne lub interesy wielkiego biznesu. Zapytaliśmy o to naszych ekspertów.

– Nie mamy takiego wrażenia, to bzdura. To nie jest żadna dywersja, a zjawisko naturalne – mówi Andriejus Stančikas.

– Rolnicy to nie szpiedzy i nie politycy, oni nie mogą podkładać swoim kolegom takiej świni – uważa Ina Harmiel, naczelna Agrolive.by.

Co do odstrzałów w Polsce, to wątpliwe, by nieliczne protesty mogły zmienić decyzję władz. Masowe polowania na dziki zaczną się 12 stycznia, i będą kosztować budżet Polski około 30 milionów euro. Czy pomoże to pokonać pomór świń, nikt nie może jednogłośnie powiedzieć. Ale doświadczenie Białorusi pokazuje, że samo ograniczenie pogłowia dzików problemu nie rozwiązuje.

Ihar Kulej, pj/belsat.eu

Materiał pojawił się w programie „Świat i my” z Sierhiejem Pielasą.

Wiadomości