Wywiad ze zbiegłym agentem KGB: Wiktar Łukaszenka jest gotów obalić ojca, o wyniku wyborów zdecydują służby

Major białoruskiego KGB Andrej Mołczan wykrył schemat przemytu z Białorusi produktów ropopochodnych w ilościach przemysłowych – za co zwolniono go ze służby. Oficer uciekł do Sztokholmu, gdzie starał się o azyl polityczny, ale szwedzkie władze odmówiły. Teraz grozi mu deportacja na Białoruś i wyrok za wyjawienie tajemnicy państwowej.

W jaki sposób KGB prześladuje aktywistów opozycji i jak odnosi się w stosunku do swoich funkcjonariuszy? Kto może obalić Łukaszenkę i dlaczego KGB zapewnia „elegancką wygraną” podczas wszystkich wyborów?

Wcześniej Mołczan opowiedział nam o szczegółach schematu przemytu produktów wartych miliardy dolarów, na szczycie którego stoją najważniejsze osoby w państwie. Pierwszą część wywiadu znajdziecie we wczorajszym materiale Biełsatu.

O firmie Czyża i pustym wagonie

– Kontynuując temat kontrabandy warto zaznaczyć, że udział rosyjskiego dostawcy jest w nim nieobowiązkowy, potem schemat przemytu benzyny jako rozpuszczalnika przyswoiła i kontrolowana przez Juryja Czyża [przedsiębiorcę i bliskiego współpracownika prezydenta Alaksandra Łukszenki, przyp. tłum.] firma Biełnaftahaz. I tak, w zakładach Palimir wytwarzany jest rozpuszczalnik [Ekolon-370, przyp. red.], który jest sprzedawany do Krajów Bałtyckich. Belnaftahaz dostacza go na Łotwę do naftoportu w Windawie. W 2008 roku podczas kontroli celnej okazało się, że jeden z oplombowanych wagonów nie tylko był pusty, ale nawet suchy w środku. Według dokumentacji przewozowej, przewożono w nim około 50 ton rozpuszczalnika technicznego. Sprawa kontroli została przekazana do wydziału śledczego połockiej służby celnej, stamtąd do celników w Witebsku, a potem sprawa trafiła w nasze pole widzenia. Ale, oczywiście, nikt nie pozwolił mi zbliżyć się ko firmy Czyża. Po tej historii było już całkowicie jasne: powstrzymanie szmuglu w sposób legalny jest niemożliwe. Sąd każdej instancji ich uniewinni. Nie ma sensu walczyć.

Materiały kontroli spółki Biełnaftahaz, które połocka służba celna wysłała witebskim celnikom

O stosunku do swoich: „Dla KGB ludzie to śmieci”

– Zrozumiałem, że stosunek szefostwa KGB do swoich funkcjonariuszy jest taki: „ja tu jestem szefem, a ty idiotą”. Gdy zaczęto szukać winnych w sprawie śledztwa nad przemytnikami, wszyscy dookoła powiedzieli, że nie mają z tą sprawa do czynienia. Ja z kolei, według dowództwa witebskiego KGB, stałem się prawie wrogiem białoruskiej gospodarki.

Szczególnie naciskał zastępca naczelnika struktur obwodu witebskiego Atroszczanau, kierujący walką z korupcją. Przeniesiono go potem na analogiczna posadę do Mińska, co oznacza u nas awans. System KGB działa tak, że wykonawca poleceń zawsze jest na marginesie. W dowolnym momencie mogą się od ciebie odwrócić, zasłonić się tobą, zrobić z ciebie „kozła ofiarnego”. Dla KGB ludzi to śmieci.”

Kopia książeczki wojskowej Mołczana z wpisem o zwolnieniu z KGB

O Łukaszenkach – ojcu i synu: „Nie ma się gdzie wycofać”

– Łukaszenka nie jest Jelcynem, nie ma się gdzie wycofać. Własnego syna Wiktara nie rozpatruje jako swojego następcę. Wiktar jest szarą eminencją, osobą niepubliczną, niewypromowaną. W Rodzinie ciągle trwa wojna. Wiktar stanął na czele młodej drużyny i ruszył przeciwko staremu składowi na czele z Szejmanem, zaczął zwiększać swój zakres wpływu. Rywalizacja może w dowolnym momencie zmienić kierunek. Kto stoi za dymisjami ministrów, dyrektorów wielkich fabryk? Zmierzają do konfrontacji. Wiktar nie jest dla Łukaszenki powodem do rezygnowania z Szejmana. Chociaż teraz Szejman jest jedynie drobnym gońcem, ale swojej wierności dowodził przez dziesięciolecia, nigdy nie puścił pary. Pewnie i ręce ma w krwi. Łukaszenka wie, że Szejman nie wbije mu sztyletu w plecy, a Wiktar powolutku go podsiada.

W rzeczywistości, by podsiąść Łukaszenkę, trzeba „podmieść pod siebie” resort siłowy, czego Wiktar praktycznie dokonał. Dlatego póki co na jawną konfrontację z „młodymi wilkami” Łukaszenka starszy się nie wybiera, bo wynik jest do przewidzenia: w wyniku otwartej wojny zostałby usunięty z fotela prezydenta. Ale jeżeli wszystkim zawładnie Wicia, to losy taty też będą policzone.

O rywalizacji specsłużb: „KGB przyczyniło się do dymisji byłego szefa MSW Naumowa”

– Dążąc do odepchnięcia Naumowa od kierowania Ministerstwem Spraw Wewnętrznych, ludzie Wiktara Łukaszenki naciskali na jego podwładnych. Posypały się oskarżenia, na przykład o korupcję, wobec wysoko postawionych urzędników MSW. Wiadomo, KGB przyczyniło się do tego. Informacje na Naumowa i jego otoczenie były zbierane długo, a uderzenia wykonywane jednocześnie, by cios był mocniejszy. I tak było z wieloma – jeżeli ktoś otwierał usta, za wszelką cenę starano się mu je zamknąć.

O kierowniku KGB Walerym Wakulczyku

– Gdy pracowałem w KGB, Wakulczyk był przewodniczącym Centrum Operacyjno-Analitycznego (AAC). Wiecie, niczego dobrego o nim nie słyszałem. Był on nadzwyczaj mściwy. Człowiek ma problemy z psychiką. Mówią, że cierpiał na jakaś chorobę psychiczną i chcieli go komisyjne odsunąć od służby ze względu na stan zdrowia. Ale okazał się być potrzebnym – Wakulczyk zawsze był gotów do zrobienia tego, co mu kazano. Po Mackiewiczu szefów KGB wyznaczają według tego kryterium. Wcześniej, przed pracą w AAC, Wakulczyk był już w KGB i opuścił je skonfliktowany, a gdy wrócił na obecną posadę, pozwalniał byłych oponentów. On ma bezpośrednie dojście do Komitetu Pogranicznego i część swoich „młodych wilków” sprowadził stamtąd, co też pomogło mu umocnić pozycję. Bezsprzecznie, „młode wilki” wygrały.

O prześladowaniu aktywistów: „Rozkaz – neutralizować”

– Przygotowania do wyborów w 2010 roku rozpoczęły się na sześć miesięcy wcześniej. W maju 2010 roku szefostwo kazało mi i jeszcze czterem oficerom witebskiego KGB „fizycznie unieszkodliwić” jednego z aktywistów opozycji [redakcja zna imię opozycjonisty, ale nie ujawnia go ze względów etycznych – K.A.]. Mowy o zabójstwie oczywiście nie było. Trzeba było go po prostu pobić, aranżując zwykły rozbój, zainscenizować napad chuliganów. Nie mogłem wykonać takiego polecenia. Prawda, nie odmówiłem zdecydowanie, a po prostu przeciągałem wykonanie. Naczelnik po prostu wrzeszczał ze złości.

Równolegle badałem sprawę przemytu, to wszystko się połączyło i mnie zwolniono. Co do prześladowania opozycji, to bezwarunkowo wszystkie telefony są podsłuchiwane, sprawdzana jest korespondencja, śledzi się rodzinę człowieka, szuka jego słabych punktów, na które można nacisnąć, jeśli będzie to potrzebne. Zewnętrzna obserwacja obiektu wchodzi w spis obowiązków tajnej struktury KGB. To oni śledzą i przekazują informacje. Wśród gróźb, najbardziej popularne było straszenie sprawą karną

„Jeżeli przegramy wybory, nikt z nas pracować tu nie będzie”

– Podczas wyborów nie ma znaczenia, w którym wydziale pracujesz. Przygotowanie do wyborów prezydenckich staje się automatycznie zadaniem dla wszystkich funkcjonariuszy KGB, bez wyjątków. Wiecie, co mówiło szefostwo? „Jeżeli przegramy wybory, nikt z nas pracować tu nie będzie”. Właśnie „my” przegramy. Czyli, prócz struktur państwowych, za wygranymi Łukaszenki stoi KGB.

Andrej Mołczan

 O strachu

– Tak, boję się prześladowania za to, że opublikowałem pewne dokumenty. Według warunków kontraktu, ujawnianie treści materiałów operacyjnych jest kategorycznie zakazane, nawet po zwolnieniu ze służby. Zdecydowałem się udzielić Pani wywiadu tylko dlatego, że grozi mi teraz deportacja na Białoruś. Według miejscowych służb, stanowię zagrożenie dla Szwecji. A w ojczyźnie sąd przyjmie „jedyne sprawiedliwe rozwiązanie”. Oczywiście, trafię do więzienia.

Kaciaryna Andrejewa, belsat.eu

Wiadomości