W monolicie ekipy Zełenskiego pojawiają się pierwsze rysy

Andrij Bohdan, szef urzędu ukraińskiego prezydenta podał się do dymisji, a potem okazało się, że to był taki żart. Tak właśnie zaczyna się walka nowej władzy o uniezależnienie od oligarchy Ihora Kołomojskiego.

Wczoraj wieczorem w ukraińskich mediach pojawiły się informacje, że Andrij Bohdan złożył dymisję z funkcji szefa urzędu prezydenta Ukrainy (nazywanego dawniej administracją prezydenta). Sensacyjną informację podał m.in. Interfax Ukraina, powołując się na swoje źródła w otoczeniu prezydenta. Jeszcze wczoraj wieczorem i dziś dymisji zaprzeczali najważniejsi ludzi z prezydenckiej ekipy: Rusłan Riaboszapka, zastępca Bohdana i Rusłan Stefanczuk, przedstawiciel Wołodymyra Zełenskiego w Radzie Najwyższej. Dziś sprawę skomentował sam Zełenski. Przyznał, że podanie o dymisję „in blanco” podpisali wszyscy jego współpracownicy. By w razie czego mogli szybko odejść.

– Nie jesteśmy przyspawani do stołków – skwitował prezydent.

Okazało się, że ekipa Zełenskiego zwyczajnie zakpiła z dziennikarzy podając im nieprawdziwą, sensacyjną informację. Ale prawda może być też inna. Niejasności wokół tej dymisji to dowód na chaos panujący w ekipie nowego prezydenta. Przede wszystkim na walkę ścierających się frakcji i grup wpływów.

Zderzak zawodzi?

Następnego dnia po inauguracji swojej prezydentury Wołodymyr Zełenski ujawnił nominację dla swojego nowego szefa administracji. Andrij Bohdan od początku był postacią kontrowersyjną. Eksperci nie spodziewali się, że Zełenski wybierze właśnie jego na najważniejsze stanowisko w swojej administracji. Rzecz w tym, że Bohdan to były prawnik i jeden z najbliższych współpracowników oligarchy Ihora Kołomojskiego. W czasie kampanii wyborczej Bohdan latał do przebywającego wówczas w Szwajcarii i Izraelu oligarchy i pełnił funkcję zaufanego pośrednika między nim a sztabem Zełenskiego.

W czasach rządów Wiktora Janukowycza pracował w administracji ówczesnego premiera Mykoły Azarowa. Formalnie podpada zatem pod ustawę lustracyjną zakazującą sprawowania ważnych stanowisk ludziom dawnego reżimu. Mimo to w otoczeniu Zełenskiego, pod wpływem fenomenalnego wyniku wyborczego (ponad 70 proc. poparcie) zwyciężyła opcja radykalna: nie przejmować się oskarżeniami o chodzenie na pasku Kołomojskiego, tylko robić swoje.

– Bohdan może pełnić rolę „zderzaka” między Zełenskim a Kołomojskim, kogoś bliskiego dla oligarchy i lojalnego wobec prezydenta, kto potrafi taktownie odrzucić naciski miliardera – tłumaczył Mykyta Poturajew, politolog i doradca prezydenckiej ekipy, a od niedawna deputowany Sługi Narodu.

Dobrze poinformowany zwykle portal liga.net podał, że główną przyczyną były amerykańskie naciski. Rudolf Giuliani, jeden z bliskich współpracowników Donalda Trumpa miał wprost zasugerować, że zwolnienie Bohdana ze stanowiska jest warunkiem spotkania Wołodymyra Zełenskiego z amerykańskim prezydentem. Amerykanie naciskają bowiem, by nowa, ukraińska władza oswobodziła się od wpływów oligarchy Ihora Kołomojskiego.

– Ten chaos wokół dymisji Bohdana i fałszywe przecieki to dowód na to, że tam trwa walka o wpływy – wyjaśnia Wołodymyr Fesenko, kijowski politolog. – Zełenski był komediantem, więc łatwo przychodzą mu żarty, ale wraz z przejęciem całej władzy w kraju żarty się skończyły.

Zamieszanie z dymisją Bohdana może być zatem sygnałem, że środowisko prezydenta chce się odciąć od Kołomojskiego. Przynajmniej częściowo. Ale to nie będzie takie proste. Oligarcha z Dniepra odegrał zbyt dużą rolę w narodzinach sukcesu Zełenskiego.

Frakcje i koterie

Prezydent i jego ludzie lubią powtarzać, że Zełenski wcale nie musiał robić kariery komediowej w telewizji 1+1 należącej do Kołomojskiego. Mógł iść do każdej innej. Tak się jednak złożyło, że poszedł właśnie do 1+1. I to w dużej mierze dzięki ogromnej popularności, kreowanej przez media Kołomojskiego, Zełenski wygrał wybory. Według ukraińskich mediów oligarcha ma w nowym parlamencie 27 mniej lub bardziej z nim związanych deputowanych. Wydaje się nie tak wiele, jak na liczącą 254 mandaty frakcję Sługi Narodu. Ale w rzeczywistości Kołomojski poważnie pomógł Zełenskiemu również w kampanii do parlamentu. Ludzie Zełenskiego nie mieli dużo czasu przed wyborami, by zbudować struktury i znaleźć w miarę rozpoznawalnych kandydatów w terenie. Kołomojski, który od lat sponsorował różne projekty polityczne (np. partię Ukrop) miał ludzi w wielu regionach. I to m.in. dzięki niemu ugrupowanie Sługa Narodu stanęło szybko na nogi.

Wołodymyr Zełenski na rowerze był symbolem kampanii wyborczej partii Sługa Narodu i wprowadził do parlamentu bardzo różnorodną zbieraninę deputowanych. źródło: vk/kvartal95

W wyniku pospiesznej budowy partia nie jest jednorodna. Są w niej różne koterie: grupa przyjaciół i współpracowników Zełenskiego z czasów jego kariery artystycznej, ludzie Kołomojskiego, regionalni biznesmeni, aktywiści-społecznicy, prawnicy i ludzie oligarchy Wiktora Pinczuka, a nawet zupełnie przypadkowe osoby, które weszły z internetowych castingów.

– To tygiel, którym w miarę formowania się tej władzy targać będą emocje i podziały – mówi Wołodymyr Fesenko.– Prawdziwy test, czyli budowa rządu dopiero przed nimi.

Według „Ukraińskiej Prawdy” najbliżsi współpracownicy Zełenskiego biorą pod uwagę czterech pretendentów na stanowisko nowego premiera. Są to: Andrij Koboliew, szef spółki energetycznej Naftohaz, Władisław Raszkowan, zastępca dyrektora wykonawczego ukraińskiego przedstawicielstwa w Międzynarodowym Funduszu Walutowym, Ołeksanr Daniliuk, obecny szef prezydenckiej Rady Bezpieczeństwa i Obrony oraz Oleksij Honczaruk, wiceszef prezydenckiego urzędu ds. gospodarczych.

Jeśli zaś Zełenski debatuje ze swoimi najbliższymi doradcami o tym, kto z tej czwórki zostanie szefem rządu, to jasne, że ścierają się różne wpływy. Oczywiste też, że nerwowe telefony od Kołomojskiego wzmagają emocje. I stąd prawdopodobnie wziął się wczorajszy żart z dymisją Andrija Bohdana. A może to wcale nie był żart? Zełenski nie raz już zaskakiwał i pokazywał, że nie należy się zbytnio przywiązywać do przecieków płynących z jego otoczenia.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Wiadomości