Turkmenistan – kraina azjatyckich satrapów

Lord John Acton, brytyjski historyk zauważył kiedyś, że władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie. Mogli się o tym przekonać na własnej skórze mieszkańcy: Uzbekistanu i Turkmenistanu, które w 1991 roku, po upadku ZSRR, z byłych republik sowieckich przekształciły się w niepodległe państwa. Jak to się stało, że mieszkańcy tych dwóch republik tolerowali tak długo absolutne i ekscentryczne rządy swoich przywódców? Ba, w Turkmenistanie tolerują do dziś.

Odpowiedź jest prosta. Po pierwsze, nie mieli wyboru. Po drugie, nie było wolności słowa, liczącej się opozycji, ani społeczeństwa obywatelskiego i jakichkolwiek tradycji demokratycznych. Za ZSRR jakakolwiek działalność opozycyjna była bezwzględnie ścigana i karana. Można powiedzieć, że niepodległość tym krajom spadła z nieba, bo gdyby nie rozpad ZSRR to prawdopodobnie nadal funkcjonowałyby jako sowieckie republiki.

Foto
Turkmenistan przez tydzień świętował wydanie nowej książki przez prezydenta
2019.09.21 11:31

Po przekształceniu się lokalnych partii komunistycznych ich byli I sekretarze zostawali prezydentami, a partie legitymujące się sierpem i młotem przekształcano (tylko w nazwie) na odwołujące się do ludu i demokracji oraz nacjonalizmu. Głownie po to, by zachować władzę, pieniądze i wpływy.

Sowieckie KGB ulegało przekształceniu, też tylko w nazwie, i zmieniało się w narodową służbę bezpieczeństwa, nie zmieniając przy tym metod działania. Tortury, porwania, bezpodstawne uwięzienia, zamykanie opozycjonistów w zakładach psychiatrycznych były i są standardową metodą ich postępowania. Mają rozbudowane kompetencje, praktycznie nieograniczone środki i działają poza jakąkolwiek kontrolą prawną. Ta zaś, choć formalnie istnieje, jest czysto iluzoryczna, bo w rzeczywistość cała machina prawna i organa ścigania podlegają wyłącznie lokalnemu satrapie, który stylem rządzenia niewiele się różni od swych poprzedników: chanów, emirów czy klanowych wodzów.

Od sieroty z Kipczaku na szczyty władzy

Sapramyrat Nyyazow, pierwszy prezydent niepodległego Turkmenistanu urodził się 19 lutego 1940 roku w Kipczaku, niepozornej wtedy wiosce na obrzeżach Aszchabadu, obecnej stolicy. Ojca podobno stracił podczas wojny. Rzekomo walczył on z Niemcami. Matka zginęła w 1948 roku podczas wielkiego trzęsienia ziemi, które zrównało Aszchabad z ziemią. Po tej tragedii Nyyazow trafił do domu dziecka, zaś z niego, pod opiekę wuja.

Potem, już w karierze politycznej, bezwzględnie wykorzystywał swoje smutne dzieciństwo do realizacji własnych celów. Studia na Leningradzkim Instytucie Politechnicznym (obecnie Państwowy Instytut Politechniczny im. Piotra Wielkiego w Sankt Petersburgu) nie zrobiły z niego inżyniera elektryka, ale otworzyły drzwi do świata polityki. Szybko awansował po szczeblach partyjnej drabiny, by w 1985 roku zostać I sekretarzem Turkmeńskiej Partii Komunistycznej.

Foto
Gazety – nie do toalety! „Śmierdząca sprawa” z portretami prezydenta
2018.05.22 16:23

Kiedy ZSRR upadał Nyyazow i Turkmeni niezbyt ochoczo pogodzili się z tym faktem. W referendum z marca 1991 roku aż 99.8 proc. Turkmenów (jeśli wierzyć tym danym) głosowało za utrzymaniem ZSRR. Jednak po nieudanej próbie obalenia Gorbaczowa w sierpniu 1991 roku Nyyazow musiał zmienić kurs. 17 października 1991 roku, po przeprowadzeniu nowego referendum, ogłosił Turkmenistan niepodległym państwem. Pomimo że oba referenda dzieliło raptem 7 miesięcy, w tym drugim aż 94 proc. obywateli głosowało za … niepodległością. Oczywiście pierwszym prezydentem wolnego już państwa, Rada Najwyższa nie mogła wybrać nikogo innego, jak tylko Nyyazowa, który parę miesięcy po wyborze przekształcił Turkmeńską Partię Komunistyczną w Demokratyczną Partię Turkmenistanu, zakazując jednocześnie działalności innym partiom. Tym samym Turkmenistan znowu stał się państwem jednopartyjnym.

Epoka Turkmenbaszy

Zaraz po wyborze, już w grudniu 1991 roku, przyjęto ustawę o ochronie godności i czci prezydenta umożliwiającą dymisjonowanie i prześladowanie wszystkich, którzy mieli inne od niego poglądy. Kilka miesięcy potem sprawny aparat propagandowy zaczął przygotowywać Turkmenów do nowego wydarzenia. W 1993 roku prezydent Nyyazow stał się “Turkmenbaszą”, przywódcą Turkmenów. Nowym tytułem zaczęto nazywać wszystko, co tylko się dało: szkoły, meczety, ulice lotniska, wódkę, perfumy, a nawet meteoryt, który spadł na pustyni.

Ogłoszono 10-letni program stabilizacyjny mający wprowadzić Turkmenistan w XXI wiek, zwanym Złotym Wiekiem. Ku wątpliwej radości obywateli przyjęto hasło, pod którym mieli w ten nowy wiek maszerować. Jeden naród, jedna ojczyzna, jeden Turkmenbasza. I jak to jest w zwyczaju w krajach, gdzie panuje kult jednostki, postawiono setki, złotych posągów Turkmenbaszy w garniturze i okularach. Banknoty nowej waluty, manata, także ozdobił wizerunek Turkmenbaszy. W 1999 roku, by uniknąć marnowania czasu i pieniędzy na wybory, Nyyazow kazał się ogłosić dożywotnim prezydentem. Dwa lata później do swojego tytułu kazał dodać “wielki”.

Aby już całkowicie odciąć się od sowieckiej i rosyjskiej przeszłości zastąpił cyrylicę alfabetem łacińskim oraz wprowadził obowiązek wizowy dla obywateli Federacji Rosyjskiej i pozostałych państw poradzieckich.

Kiedy już Turkmenistan wszedł w nowy Złoty Wiek, Turkmenbasza zaczął widzieć w sobie pół-boga, potomka Aleksandra Wielkiego i proroka Mahometa. Efektem tego przeistoczenia była Ruhnama, czyli Księga Duszy. Dwutomowe dzieło będące kompilacją podręcznika kultury i obyczaju turkmeńskiego z osobistymi przemyśleniami i wierszami autora oraz historią Turkmenów. W dniu ukazania się książki, w Aszchabadzie odsłonięto monumentalny pomnik. Olbrzymią wersję Ruhnamy otwierającą się każdego wieczoru, na określonej stronie. Z głośnika lektor deklamował kilka wersów, po czym księga się zamykała. Znajomość Ruhnamy była obowiązkowa podczas egzaminów na studia, a nawet na prawo jazdy. Po koniec swych rządów dyktator coraz bardziej ściągał cugle. Zakazał baletu, internetu, cyrku, opery, a ponieważ nie znosił zapachu psów, zakazał ich posiadania. Turkmenbasza zmarł 21 grudnia 2006 roku po 21 latach rządów.

Od dentysty Turkmenbaszy do Arkadaga – Protektora

Po śmierci Nyyazowa na stanowisku głowy państwa zastąpił go Gurbanguły Berdymuchamedow, były osobisty dentysta Turkmenbaszy. Dlaczego on? Podobno tylko on potrafił się dostosować do zmiennych humorów poprzednika. Inni zaś twierdzą, że był na tyle mało ważny dla obawiającego się spisków Turkmenbaszy, że nie zginął w wewnętrznych czystkach, które ten od czasu do czasu, jak Stalin organizował. Jeśli wierzyć wykradzionym przez WikiLeaks dokumentom amerykańskich dyplomatów, nowy prezydent nie jest specjalnie inteligentny i nie lubi ludzi mądrzejszych od siebie. Tak czy owak, na początku jego urzędowania nieliczni dysydenci oraz bojownicy o prawa człowieka mieli nadzieję na demokratyzację. Nowy Prezydent zaczął, co prawda, od zniesienia części najmniej popularnych dekretów poprzednika. Przywrócono emerytury, miesiące i dni odzyskały dawne nazwy. Zalegalizowano: cyrk, balet i operę. Rychło się jednak okazało, że to tylko kosmetyka. Kult starego wodza, podmieniono kultem nowego. Arkadaga czyli Protektora. Pomniki Turkemenbaszy zastąpiono wielkimi portretami Nowego Prezydenta. Na uniwersytetach, zamiast zajęć z Ruhnamy, zaczęto uczyć o … samym Berdymuchamedowie. Biuro zaś jego ojca, policjanta z małego miasteczka, przekształcono w muzeum.

Wideo
Prezydent Turkmenistanu podniósł złotą sztangę jak piórko WIDEO
2018.11.02 13:26

Stare, stalinowskie metody ucisku zastąpiono bardziej wysublimowanymi. Dalej nie ma wolnych mediów. Według rankingu wolności prasy sporządzonego przez Reporterów bez Granic, Turkmenistan wraz z Koreą Północną i Erytreą zajmuje w nim ostatnie miejsce. Drobne przewiny są surowo karane. Dysydenci w większości wyjechali za granicę. Nadzieja na demokratyzację zgasła tak szybko, jak się pojawiała.

Antoni Styrczula dla belsat.eu

Antoni Styrczula, dziennikarz w przeszłości związany z Radiem Solidarność, Radiem Wolna Europa, Polskim Radiem, Radiem Dla Ciebie. Twórca Informacyjnej Agencji Radiowej Polskiego Radia. W latach 1996–1998 rzecznik prasowy prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Specjalista ds PR i wykładowca akademicki.

Inne teksty autora:

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Aktualności