Święta tajemnica. Białoruski klasztor ukrywa epidemię

Po Białorusi rozlały się plotki o monasterach i cerkwiach, w których duchowni zakażeni są koronawirusem. Wobec braku oficjalnych informacji, Biełsat szukał wiadomości u źródeł.

Zdjęcie: Tania Kapitonawa/belsat.eu

“Monaster się wypiera”

Żeński klasztor pw. świętej Elżbiety to jedna z najpopularniejszych świątyń wśród prawosławnych wiernych z Mińska. Mimo apeli metropolity i biskupów, by zostać w domu, w wielkanocnym nabożeństwie uczestniczyło tu kilkaset osób. W ubiegłym tygodniu stolicę Białorusi obiegła pogłoska, że w klasztorze pojawił się koronawirus. Ale do tej pory nie ma żadnej oficjalnej wiadomości o objęciu monasteru kwarantanną.

Zdjęcie: Tania Kapitonawa/belsat.eu
Zdjęcie: Tania Kapitonawa/belsat.eu

Natalla Wasilewicz opublikowała na swoim Facebooku post, w którym stwierdza, że parafianki klasztoru pw. św. Elżbiety poinformowały ją, że u kilku zakonnic wykryto koronawirus. Biełsat skontaktował się z panią Natallą, która powiedziała nam, że informacje o zakażeniu potwierdziła także w samym monasterze.

– Nie ma żadnych środków bezpieczeństwa. Monaster nie uznaje wirusa – skomentowała pani Wasilewicz.

Stwierdziła też, że “ludzie w monasterze są zaniepokojeni”. Według niej przełożona klasztoru zakazała mówić mniszkom o infekcji.

Z kolei prawosławny duchowny Alaksandr Szramko opublikował na swoim Telegramie zdjęcie, na którym widać ogłoszenie o wprowadzeniu kwarantanny w klasztorze. Według dokumentu, w monasterze należy teraz minimalizować kontakty, nosić maski, nie wychodzić z celi i nie rozmawiać ze sobą na korytarzach. Zdjęcie miał dostać od osoby pracującej w klasztorze.

Zdjęcie: Tania Kapitonawa/belsat.eu

“Wsio w pariadkie”

Obecnie na teren klasztoru może wejść każdy chętny. Nigdzie nie ma informacji o kwarantannie, mniszki w cerkwiach i klasztornych kioskach nie noszą masek i rękawiczek, a z gośćmi kontaktują się swobodnie. Pracownicy kuchni mówią Biełsatowi, że nie ogłoszono kwarantanny. Władze monasteru nie zalecają też dodatkowych środków bezpieczeństwa.

– Pewnie plotki powstały przez to, że zamknięto dom pomocy dla psychicznie chorych. Osoby, które tam mieszkają, nie przychodzą teraz do nas. A w monasterze wszystko w porządku! – powiedzieli nam anonimowo pracownicy kuchni.

Zdjęcie: Tania Kapitonawa/belsat.eu

Spotkana przez nas mniszka żarliwie zaprzecza informacjom o kwarantannie i narzeka na dziennikarzy.

– Co wam do tego, co dzieje się w klasztorze? To tak samo, jakby przychodzi do waszego domu i pytali się, czy jest tam kochanek. To nie wasza sprawa. W naszym monasterze wszystko jest w porządku – prawie krzyczy zakonnica.

Tymczasem na teren zakonu wjechała karetka pogotowia, z której wyszli ratownicy w strojach ochronnych.

Zdjęcie: Tania Kapitonawa/belsat.eu

Jeśli wszystko jest w porządku, to dlaczego przyjechało pogotowie? – pytamy mniszkę.

– Może tak sobie przyjechali. Komuś się źle zrobiło – stwierdziła mniszka.

Kierowca karetki powiedział nam, że przyjechali pobrać wymazy do testów na obecność koronawirusa. Czyli jednak ktoś z klasztoru miał kontakt z zakażonym

Na stronie monasteru opublikowano oświadczenie, w którym zaprzecza się pogłoskom o masowym zakażeniu Covid-19. Jednak u dwóch mniszek wykryto infekcję.

– Mieszkają u nas siostry z sezonowymi infekcjami dróg oddechowych. Dlatego w klasztorze rekomenduje się przestrzegać środków bezpieczeństwa – czytamy na stronie.

Od 15 kwietnia na samoizolacji przebywają członkowie przycerkiewnego chóru – mieli kontakt z osobą zakażoną. Kierownictwo chóru nie komentuje sytuacji.

Zdjęcie: Tania Kapitonawa/belsat.eu

Z kolei na Instagramie klasztor całkowicie zaprzeczył, by któraś z sióstr była chora. Reprezentująca zgromadzenie siostra Afanasija powiedziała, że żadnych przypadków wirusa nie zarejestrowano.

– Wszyscy przychodzą i się modlą. Wiecie, że ludzie wiele rzeczy wypisują. Ja już nie zwracam na to uwagi – mówi zakonnica.

Zaprzecza także, by pracownicy klasztoru mieli zakaz wypowiadania się na temat epidemii.

Zdjęcie: Tania Kapitonawa/belsat.eu

Z kolei w anonimowej rozmowie z naszą korespondentką jedna z pracownic klasztoru przyznała, że przypadki zachorowań są.

Według ojca Alaksandra Szramko, klasztor nie chce przyznać się do epidemii.

– Tak jak w Związku Sowieckim, gdy władze milczały o katastrofie w Czarnobylu. Monaster nie chce psuć swojej reputacji – tłumaczy duchowny.

Zdjęcie: Tania Kapitonawa/belsat.eu

Żyrowicki klasztor zamknięty dla wiernych

Władze cerkiewne nie ukrywają za to zakażeń w męskim klasztorze w Żyrowiczach pod Słonimem. 20 kwietnia przyjechała tam grupa medyków, którzy zbadali około 20 mnichów i świeckich pracowników monasteru. Do 10 maja wszyscy zostali objęci kwarantanną – nie mogą opuścić zespołu klasztornego i mają stosować środki bezpieczeństwa.

– Przeszedłem wszystkie testy, dzięki Bogu, nie mam gorączki. Lekarze przyjechali do nas, bo chyba ludzie zaczęli chorować. 20 osób to już sporo. Dlatego zabili na alarm. Teoretycznie mogę pójść do domu, ale nie jest to pożądane – powiedział Biełsatowi jeden ze świeckich pracowników klasztoru.

Zdjęcie: Tania Kapitonawa/belsat.eu

Po wielkanocnym nabożeństwie do szpitala trafił arcybiskup nowogrodzki i słonimski Guriasz. W internecie pojawiły się nawet plotki o śmierci hierarchy. Ale potem wyszło na jaw, że była to nieprawda, a stan zdrowia duchownego poprawia się. Choć od początku mówi się o koronawirusie, diagnoza nie została ujawniona.

Arcybiskup jest też rektorem Mińskiego Seminarium Duchownego, które znajduje się właśnie w Żyrowiczach. Podobnie jak klasztor, seminarium zostało zamknięte do 10 maja.

Zdjęcie: Tania Kapitonawa/belsat.eu

Miński duchowny pod respiratorem

Pojawiły się też doniesienia o tym, że zakażony jest biskup borysowski Beniamin. Do szpitala trafił on już 17 kwietnia. Na stronie eparchii (diecezji) opublikowano oficjalny komunikat, w którym potwierdzono, że hierarcha rozchorował się.

– Po rozmowie z lekarzami polecono mu wstrzymanie się od posługi duchowej i odpoczynek przez jakiś czas – czytamy na stronie diecezji.

Biskup ma się już jednak czuć dobrze. Wezwał też wiernych do koncentrowania się na dobrych informacjach i modlitwie.

Zdjęcie: Tania Kapitonawa/belsat.eu

Zakażenie potwierdzono z kolei u duchownego z mińskiego soboru pw. św. Piotra i Pawła. Bliski przyjaciel rodziny kapłana potwierdził Biełsatowi, że diagnoza jest znana od dwóch tygodni. Obecnie chory jest w ciężkim stanie, a jego oddech wspomaga respirator. Według naszego źródła zakażeni są wszyscy członkowie jego rodziny.

Zapytaliśmy o zdrowie innych duchownych z parafii. Jej pracownica powiedziała nam anonimowo, że zakażonych jest jeszcze kilku kapłanów.

Zdjęcie: Tania Kapitonawa/belsat.eu

Cerkwie dbają o bezpieczeństwo

Protojerej Jauhien Hramyka, zastępca rzecznika Białoruskiej Cerkwi Prawosławnej powiedział Biełsatowi, że mnisi niektórych klasztorów rzeczywiście mają zapalenie płuc. Ale czy wywołał je koronawirus – duchowny nie mógł nam powiedzieć.

Zdjęcie: Tania Kapitonawa/belsat.eu

– Robimy wiele dla bezpieczeństwa. W cerkwiach wprowadzono środki higieny. Po pierwsze, wszystkie powierzchnie dotykane przez ludzi są przecierane płynami do dezynfekcji. Myte są też podłogi. Zaczęło przychodzić mniej wiernych, bo ludzie ludzie posłuchali apeli. Ale świątynie nie zostały zamknięte. Komunia jest udzielana jednorazowymi łyżeczkami, a normalne łyżki są przecierane po każdym wiernym.

Według duchownego, za bezpieczeństwo w klasztorach odpowiadają ich przełożeni, a nie władze Białoruskiej Cerkwi Prawosławnej.

Koronawirus „zamyka” klasztory na Ukrainie

Tekst Ksienija Tarasiewicz, zdjęcia Tania Kapitonawa, pj/belsat.eu

Wiadomości