Rosyjsko-japoński targ o Kuryle ciągle trwa, a obie strony wysoko licytują

Władimir Putin nie sprzedał dziś kurylskich wysepek Japonii. Ciągle szuka sposobu, jak to zrobić, nie tracąc w oczach Rosjan.

Kiedy dziś Władimir Putin rozmawiał na Kremlu z Shinzo Abe, żona premiera Japonii zwiedzała Skałkowo. Czyli podmoskiewską, rosyjską „dolinę krzemową”, miasteczko nowych technologii. W prezencie Akie Abe otrzymała… ślimaka. I nie wiadomo, czy aby miało to być nawiązanie do ślimaczących się negocjacji rosyjsko-japońskich.

Putin spotkał się z japońskim premierem po raz dwudziesty piąty w swojej karierze politycznej. Dwadzieścia pięć razy przywódcy Rosji i Japonii próbowali porozumieć się w sprawie podpisania traktatu pokojowego i rozwiązania problemy Wysp Kurylskich. I się nie dogadali. Ale jest postęp. Wiele wskazuje bowiem, że negocjacje już finiszują i najstarszy konflikt graniczny Rosji zostanie zażegnany. Kiedy? Wtedy, kiedy wzmocni się pozycja Putina na tyle, że dla Rosjan oddanie wulkanicznych wysepek nie będzie oznaką jego słabości.

Skały na morzu

Ciągnące się między rosyjską Kamczatką, a japońską Hokkaido Wyspy Kurylskie na pierwszy rzut oka nie wyglądają na miejsce, o które dwa mocarstwa mogłyby toczyć spór od ponad pół wieku. Archipelag liczy 56 wysp, z których tylko 25-30 nadaje się do zamieszkania. Niektóre to ledwo wystające z wody skały.

Konflikt rosyjsko-japoński trwa od końca II wojny światowej, kiedy ZSRS zagarnął łańcuch wysp. Japonia zrzekła się ich, za wyjątkiem południowego archipelagu. Od tej pory trwa spór Tokio i Moskwy uniemożliwiający podpisanie traktatu pokojowego między oboma krajami. Japończycy nazywają południowe Kuryle „Terytoriami Północnymi”, a dla Rosji to po prostu część Obwodu Sachalińskiego. W czasach zimnej wojny wulkaniczne wysepki zagospodarowała armia sowiecka stawiając na nich instalacje radarowe, przeciwlotnicze, a nawet przerobione ze starych czołgów stanowiska artyleryjskie.

Wyspy Kurylskie na mapie. Źródło: wikipedia

Dziś wyspy są słabo zaludnione (cały archipelag zamieszkuje kilkanaście tys. osób). Mają pewne znaczenie strategiczne, oraz dużą wartość dla rybaków i ich połowów, gdyż mocno zwiększają strefę rosyjskich łowisk na Morzu Ochockim i Oceanie Spokojnym.

Ale nie o rzeczywistą wartość wulkanicznych wysepek chodzi, lecz o symbolikę. Dla Japończyków ich strata jest upokorzeniem i chcieliby odzyskać wszystkie z archipelagu południowego. Rosja była już kilka razy gotowa oddać jedynie dużą wyspę (Szykotan) i okoliczne, bezludne wysepki Habomai. Najbliżej porozumienia było w 2006 r., ale Tokio wówczas chciało wszystkie wyspy. Dziś Rosja znowu oferuje Szykotan. Tyle, że to nie japoński premier ma problem, ale Putin. Rozbuchany po agresji na Ukrainę nacjonalizm nie pozwala oddać choćby wartych niewiele wystających z morza skał.

Putin pod ścianą

W Moskwie konsternację wywołały „przecieki” pojawiające się przed wizytą Abe. Japońskie media napisały, że Tokio zgodzi się na podpisanie traktatu na minimalnych warunkach. Czyli jeśli Rosja odda Japonii tylko wyspę Szykotan i kilka bezludnych, okolicznych wysepek Habomai. Za to Japonia zrzeknie się pretensji do dwóch większych wysp archipelagu, których zwrot był do tej pory kluczowy dla Państwa Kwitnącej Wiśni: wysp Kunaszyr i Iturup.

Dla rosyjskiej dyplomacji była to zrozumiała próba nacisku. W dodatku mało skuteczna, bo wywołała w Moskwie protesty rosyjskich nacjonalistów. Protesty wpłynęły jedynie na utwardzenie stanowiska Kremla. W mediach pojawiły się wczoraj sugestie, że do dzisiejszego spotkania Putina i Abe w ogóle może nie dojść.

Gesty są ważne w nacechowanych wrażliwością relacjach rosyjsko-japońskich. W 2009 r. japoński parlament uznał „Terytoria Północne” za integralną część Japonii. Rok później ówczesny prezydent Dmitrij Miedwiediew wylądował samolotem na wyspie Kunaszyr. Wywołał tym wściekłość w Tokio i omal nie doszło do zerwania stosunków dyplomatycznych.

Dmitrij Miedwiediew w czasie wizyty na wyspie Kunaszyr w 2010 r. dziwił się pozostałościom z czasów zimnej wojny. Źródło: ITAR-TASS/ Mikhail Klimentyev)

Ale od tego czasu Tokio i Moskwa wiele razy próbowały wyjść z impasu. Dziś Putinowi zależy na Japonii. Choć Tokio dołączyło się do krytyki za agresję na Ukrainie i niektórych sankcji, to jednak Japonia jest postrzegana przez Kreml jako ważny partner gospodarczy. W Kałudze, czy Togliatti i Samarze działają przecież montownie i fabryki japońskich koncernów motoryzacyjnych. Japonia jest dostawcą technologii, których ograniczanemu sankcjami rosyjskiemu przemysłowi coraz bardziej brakuje, a nie może ich pozyskać np. w Chinach.

Putin ma jednak problem. Rozgrzana po aneksji ukraińskiego Krymu nacjonalistyczna histeria pomogła mu zdobyć rekordowe poparcie. Dziś jednak jest inaczej. Notowania Putina dołują. Zaufanie do prezydenta wg. badania WCIOM (Ogólnorosyjskie Centrum badania Opinii Społecznej) z 13 stycznia spadło do rekordowo niskich 33,4 proc. Oddanie Japonii choćby jednej skały wystającej z morza wyleje na Putina falę krytyki i pokaże Rosjanom, że jest słaby i skory do ustępstw i to w momencie, który jest akurat najgorszy na takie gesty. Dlatego bardziej pewne, że Putin będzie z Japonią grał na czas i nie zrywając negocjacji, przeciągnie je.

Poziom zaufania do Putnia spadł do historycznego minimum

Michał Kacewicz/belsat.eu

Wiadomości