Rosyjskie władze straszą separatyzmem w… Kaliningradzie

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Sąd wojskowy w Kaliningradzie wydał dziś wyrok w sprawie czterech aktywistów. Zdaniem władz dążyli do oderwania obwodu kaliningradzkiego od Rosji za pomocą kilku naboi, radykalnych poglądów i czarnego, pruskiego orła.

Sprawa zaczęła się w maju 2017 r. Wtedy to FSB (Federalna Służba Bezpieczeństwa) aresztowała w Kaliningradzie trzy osoby: Aleksandra Orszulewicza, rzekomego lidera istniejącego głównie w sieci Bałtyckiej Awangardy Rosyjskiego Sprzeciwu (po ros. BARS) oraz jego wspólników: Igora Iwanowa i ojca Nikołaja (Aleksandra Mamajewa), duchownego marginalnego odłamu рosyjskiej Cerkwi prawosławnej. Później zatrzymano jeszcze Nikołaja Siencowa, rekonstruktora historycznego. Po trzech latach spędzonych w izolatkach aresztu śledczego, dziś usłyszeli wyrok.

Za udział w organizacji ekstremistycznej. Pod tym prawniczym terminem, w tej konkretnej sprawie kryje się wzywanie do oderwania obwodu kaliningradzkiego od Federacji Rosyjskiej. Orszulewicz dostał 8 lat kolonii karnej, Iwanow i Mamajew po 6 lat, a Siencow 3 lata. Sprawa stała się głośna. Stowarzyszenie Memoriał uznało oskarżonych za więźniów politycznych. Informowali o torturach i próbach wymuszenia zeznań, że ich organizacja była naprawdę groźna. Władze zrobiły z niej proces pokazowy i straszyły kaliningradzkim separatyzmem. Sugerując w dodatku, że jego źródła tkwią w sąsiednich państwach, np. w Polsce.

Kraj Koenigsbergski

Kaliningradzka prokuratura długo nie mogła zdecydować się, jak nazwać działania aresztowanej czwórki. Terroryzm, ekstremizm, a może separatyzm? Dowody były słabe. Orszulewicz na profilach w mediach społecznościowych i w wywiadach dla mało znaczących mediów wzywał do zmiany nazwy Kaliningradu na Koenigsberg.

– Nasza organizacja dąży do tego, by z pomocą wszelkich legalnych i zgodnych z konstytucją metod zdobyć władzę i zapewnić mieszkańcom Kraju Koenigsberskiego najlepsze warunki życia (…) – to wpis „programowy” na profilu organizacji BARS w sieci społecznościowej Vkontakte – Występujemy przeciw przestępczemu reżimowi w Rosji (…). Naszymi zwolennikami są ci, którzy chcą żyć w cywilizowanej Rosji.

Z takich i podobnych deklaracji nie wynika jasno, że Orszulewicz i jego zwolennicy chcieli odłączyć się od Rosji. Właściwie to niewiele z nich wynika. Poza jednym: byli w ostrej, radykalnej opozycji wobec kremlowskiej władzy. Mieli skrajne, nacjonalistyczne poglądy. Czasem wręcz faszystowskie. Wykorzystywali odradzający się od kilkunastu lat kaliningradzki patriotyzm lokalny podlany nacjonalistycznym i monarchistycznym sosem.

Jednak jeśli dobrze rozejrzeć się po dzisiejszym Kaliningradzie to można dojrzeć mnóstwo jego przejawów – np. numery rejestracyjne z nazwą: Koenigsberg. Dawną, niemiecką nazwę miasta przyjmują też miejscowe firmy. Ba, same władze z pomocą polskich architektów odtworzyły kaliningradzką starówkę, czy poniemiecką dzielnicę Amalienau. Niemiecka i pruska przeszłość eksklawy przestała być dawno tematem tabu, a stała się rodzajem lokalnego kolorytu i elementem regionalnej tożsamości mieszkańców. Nawet, jeśli wszyscy przyjechali do obwodu dopiero po wojnie i nie mają nic wspólnego z pruskim Królewcem.

Orszulewicz i jego kompani wyrośli w tym nurcie. Zafascynowali się świetną przeszłością swojego miasta. W 2016 r. Orszulewicz stał się na moment gwiazdą serbskich, radykalnych monarchistycznych i faszyzujących fanzinów. Logiem organizacji BARS został czarny, pruski orzeł z podpisem: Koenigsberg to Europa, Kaliningrad to Azja.

Zły i dobry separatyzm

W tym czasie rosyjskie władze, które same inspirowały separatyzm na Ukrainie, dostawały alergii na samą myśl, że podobne ruchy mogą od środka rozbijać Rosję. Zwłaszcza w tak „podejrzanym”, otoczonym państwami UE i NATO regionie, jak obwód kaliningradzki. Lokalne FSB chciało się wykazać. I rzuciło się na liczącą najwyżej kilkunastu członków grupkę fascynatów rosyjskiej monarchii i pruskiej przeszłości miasta.

Takich, jak przebierający się w carskie i pruskie mundury na rekonstrukcjach bitew Sencow, u którego znaleziono kilka naboi karabinowych z czasów II wojny światowej. Albo duchowny jednego z cerkiewnych odłamów, ojciec Nikołaj z monarchistycznej Rosyjskiej Cerkwi Prawosławej (Российская православная церковь), która nie podlega patriarsze moskiewskiemu, aw Kaliningradzie ma jedynie kilkunastu wiernych. W czasach świetności w latach 90. znana była z radykalnych, antykomunistycznych haseł i idei powrotu caratu.

Kaliningrad bez połączeń kolejowych z Rosją

To egzotyczne towarzystwo idealnie nadawało się jednak na pokazowy proces. Dzisiaj, kiedy Rosja ma coraz większe problemy w walce z pandemią koronawirusa, wyciągnięcie kaliningradzkiego separatyzmu spadło jak z nieba.

Kaliningradzka ekslawa izoluje się od połowy marca. Kiedy odcięto połączenia kolejowe i znaczącą część lotniczych z „kontynentalną” Rosją, obwód stał się jeszcze bardziej „wyspą”. Strachu przed pandemią było jednak za mało. Media zaczęły straszyć separatyzmem i zaborczymi sąsiadami. Portal lenta.ru opublikował np. tekst, w którym dowodził, że Polska może sięgnąć po obwód kaliningradzki.

Władze Kaliningradu: Nie woźcie dzieci do Polski

Wszystko na podstawie anonimowych komentarzy pod tekstem Gazety Wyborczej o tym, jakie ograniczenia wprowadzają Rosjanie w swojej eksklawie z powodu koronawirusa. Osądzeni dziś „separatyści” również są prezentowani, jako marionetki większego spisku przeciw integralności terytorialnej Rosji. Media podają, że kontaktowali się z ukraińskimi nacjonalistami z pułku Azow i chcieli stworzyć Unię Czarnomorsko-Bałtycką.

Mieli też mieć wsparcie Michaiła Chodorkowskiego, byłego oligarchy na emigracji, oraz „określonych kręgów za granicą”. No bo przecież uzbrojonego po zęby obwodu kaliningradzkiego nie mogliby oderwać od Rosji nabuzowani radykalnymi poglądami: ojczulek, rekonstruktor i marzyciele zafascynowani historią.

Michał Kacewicz/belsat.eu

WIĘCEJ TEKSTÓW AUTORA – W ZAKŁADCE OPINIE

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów