Niespokojnie w Czarnogórze: prawosławie, korupcja i zamieszki z Moskwą w tle

Policjanci ścierają się z proserbskimi manifestantami w Podgoricy, 24 czerwca. Zdj. : Stevo Vasiljevic / Reuters / Forum

W Czarnogórze od tygodnia trwają protesty z powodu ustawy o wolności religijnej i odwołania proserbskiego burmistrza miasta Budva.

26 czerwca br. rząd Czarnogóry mimo wcześniejszych zapowiedzi, że koronawirus został pokonany, wprowadził zakaz zgromadzeń publicznych w związku z nawrotem epidemii. W zamieszkach i starciach z policją zostało aresztowanych kilkunastu protestujących.

Istnieją dwa powody niepokojów w kraju. Jeden, to nowa ustawa o wolności religijnej. Drugi, odwołanie burmistrza miasta Budva Marko Carewicza. Religię i politykę połączył Serbski Kościół Prawosławny, nieuznający autokefalii utworzonej w 1993 roku, Czarnogórskiej Cerkwi Prawosławnej. Podobnie zresztą jak inne Kościoły prawosławne na świecie. Kierownictwo kraju podejrzewa przy tym, że cerkiewne władze tego pierwszego aktywnie promują interesy Belgradu i Moskwy.

Cerkiew mówi „nie”

Pod koniec 2019 r. przyjęto ustawę o wolności religijnej i statusie prawnym wspólnot religijnych, która narusza interesy serbskiej Cerkwi, dominującej w kraju. Zgodnie z nią państwo zyskuje prawo do wywłaszczenia organizacji religijnych, które nie mogą udowodnić faktu własności aż do 1918 r., kiedy Królestwo Czarnogóry weszło do Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców.

Rosyjska supertajna jednostka specjalna destabilizuje Europę?

Czarnogórska Metropolia Prawosławna dołączyła do serbskiego Kościoła prawosławnego dopiero w 1920 roku. Ustawa może zatem doprowadzić to tego, że przedstawiciele serbskiej społeczności prawosławnej mogą stracić większość swojego mienia w kraju.

Prezydent Czarnogóry Milo Djukanovic twierdzi, też od wielu lat, że jego kraj potrzebuje własnego Kościoła prawosławnego. Według niego Rosja i Serbia grają kartą prawosławia w Czarnogórze, aby zapobiec się integracji jego kraju na Zachód. Zdj.: Ints Kalnins / Reuters / Forum

Podpisując ustawę, prezydent Milo Djukanović stwierdził, że Czarnogóra potrzebuje własnego Kościoła, aby przeciwdziałać serbskiemu nacjonalizmowi. Djukanovic mówił o tym od wielu lat, podkreślając, że rządzony z Belgradu Kościół, nie zawsze podejmuje decyzje zgodne z narodowymi interesami Czarnogóry.

Budva – polityka splotła się z religią

Miejscem zapalnym dla protestów stała się miejscowość wypoczynkowa Budva na wybrzeżu Adriatyku. To tu zwolennicy zdymisjonowanego dwa tygodnie temu burmistrza Marko Carewicza protestowali przed budynkiem miejskich władz i siedzibą policji.

Carewicz został mianowany burmistrzem Budvy 9 stycznia 2019 r. i reprezentuje prawicową partię „Nowa Serbska Demokracja” (NOVA), opowiadającą się za ponownym zjednoczeniem Czarnogóry i Serbii. Tymczasem federacyjne państwo Serbii i Czarnogóry przestało istnieć w 2006 r. NOVA jest członkiem opozycyjnej wobec Djukanovicia koalicji Front Demokratyczny. Podobne poglądy wyznaje też lokalna Serbska Cerkiew Prawosławna.

Nielegalna procesja w Czarnogórze. Duchownym serbskiej Cerkwi grozi do 12 lat więzienia

Usunięcie Carewicza ze stanowiska burmistrza Budvy nastąpiło w wyniku utraty przez opozycję większości w radzie miasta. Kilku członków koalicji opozycyjnej, która od 2016 r. stanowiła większość w radzie miasta, opowiedziało się po stronie partii rządzącej, co pozwoliło na usunięcie burmistrza. Sam Carewicz zakwestionował legalność tej procedury. Stwierdził, że on i jego zwolnieni pracownicy nadal będą przychodzić do pracy aż do kolejnych wyborów lokalnych. Jednak policja, nie wpuściła ich do budynku.

Pod murami siedziby miejskich władz zwolennicy Carewicza kilkakrotnie ścierali się policją. W ostatnią środa policja użyła gazu łzawiącego i aresztowała 17 osób.

Do zamieszek doszło też w ub. tygodniu w innych miastach kraju. Najgoręcej było w stolicy Czarnogóry, Podgoricy oraz w Niksiću, gdzie zatrzymano 32 protestujących, a czterech policjantów zostało rannych. Demonstranci rzucali butelkami i kamieniami, policjanci w odpowiedzi również użyli gazu łzawiącego.

Zderzenie wizji Czarnogóry

Ostatnie wydarzenia w Budvie i innych miastach Czarnogóry nie mają jedynie podłoża politycznego. Już w ubiegłym roku opozycja protestowała przeciwko korupcji we władzach. Jednak tym razem siły połączyli przeciwnicy rządu i Demokratycznej Partii Socjalistycznej Djukanovićia oraz zwolennicy Serbskiego Kościoła Ortodoksyjnego. Obecny prezydent i jego Demokratyczna Partia Socjalistyczna opowiadają się za integracją euroatlantycką.

Eksperci zauważają, że zwolennicy Serbskiego Kościoła Ortodoksyjnego i opozycji reprezentowanej przez Front Demokratyczny działają w interesie Moskwy i Belgradu, które aktywnie wykorzystują prawosławie i panslawizm, a także wykorzystują naciski ekonomiczne, aby osiągnąć swoje cele w tym kraju. W lutym Milo Djukanović bezpośrednio oskarżył Rosję i Serbię o wykorzystywanie karty prawosławia w celu podważenia prozachodnich aspiracji Czarnogóry.

Serbska Cerkiew Prawosławna sprzeciwiła się też rozporządzeniom rządu, biorąc udział w protestach, zdelegalizowanych w sytuacji nawracającej pandemii. Protesty poparli też Rosjanie w osobie rzecznika prasowego rosyjskiej Cerkwi, metropolity wołokołamskiego Hilariona oraz ministra spraw zagranicznych Rosji Siergieja Ławrowa.

14 czerwca 2020 r. kapłani Serbskiego Kościoła Prawosławnego biorą udział w proteście przeciwko nowemu prawu, które wymaga od instytucji religijnych potwierdzenia własności ich własności. Podgorica, Czarnogóra. Zdjęcie: PPI / Zuma Press / Forum

Wystąpienia też wzbudziły obawy przed ewentualną rosyjską interwencją na tle wciąż świeżych wspomnień po nieudanej próbie zamachu stanu w Podgoricy w 2016 r. Wielu obserwatorów widziało w niej rękę Kremla.

W wywiadzie dla Reuters’a Milo Djukanović oskarżył Rosję i Serbię o to, że chcą „zniszczyć Czarnogórę i położyć kres jej pragnieniu integracji europejskiej i euroatlantyckiej”. O działaniach Rosji zmierzających do destabilizacji sytuacji w Czarnogórze w ostatnich latach ostrzegali zachodni eksperci.

Wiele wymiarów protestów

Kenneth Morrison, profesor British University de Montfort, autor książek o Czarnogórze, uważa, że protesty nie dotyczą już samej ustawy o wolności religijnej i mają kilka wymiarów.

– Niektórzy uczestnicy tych przeważnie pokojowych protestów to ludzie głęboko religijni, inni popierają opozycję; jednocześnie niektórzy uważają Rosję za przyjaciela i obrońcę, inni są przekonani, że Czarnogórcy i Serbowie są częścią dużej słowiańskiej wspólnoty. Jednak niektórzy z nich życzą sobie tylko odsunięcia od władzy rządzącej Demokratycznej Partii Socjalistów, rządzącej przez trzy dekady – uważa.

Jego zdaniem, choć nie ma dowodów na na bezpośrednie zaangażowanie Moskwy, można stwierdzić, że Rosja wspiera je duchowo i politycznie. A rząd Czarnogóry ciągle mówi o zagrożeniu ze strony Rosji.

14 czerwca 2020 r. prawosławni kapłani przed Katedrą Zmartwychwstania Chrystusa w Podgoricy podczas protestu przeciwko prawu zobowiązującemu instytucje religijne do potwierdzenia własności ich majątku. Zdjęcie: PPI / Zuma Press / Forum

Destabilizacja polityczna a integracja europejska

Jakub Lachert, ekspert ds. Polityki wschodniej, Partnerstwa Wschodniego i Bałkanów Zachodnich Instytutu Warszawskiego, zwrócił uwagę na fakt, że Rosja jest zainteresowana destabilizacją regionu Bałkanów Zachodnich. Jej wpływy w Czarnogórze, Macedonii Północnej i Serbii są wykorzystywane do blokowania procesu integracji z UE i NATO.

14 czerwca 2020 r. wierni Serbskiego Kościoła Prawosławnego w Czarnogórze modlą się podczas protestów przeciwko nowej ustawie o wolności religijnej i statusie prawnym wspólnot religijnych. Zdjęcie: PPI / Zuma Press / Forum

– Głównym zagrożeniem dla Czarnogóry, jako lidera wśród państw ubiegających się o członkostwo w UE, jest destabilizacja polityczna. Kwestia kontroli nad Kościołem prawosławnym jest jednym z tych elementów, które poważnie dzielą społeczeństwo. Z punktu widzenia integracji europejskiej prawdziwy kryzys może wskazywać, że Bałkany Zachodnie nie są gotowe na ten proces. Członkowie UE sprzeciwiający się rozszerzeniu związku mogą wykorzystać ten argument do zablokowania dalszego procesu negocjacyjnego – dodaje.

Zdaniem eksperta nie mniejsze zagrożenie niosą regionalne uwarunkowania etniczne. Oprócz Serbów w Czarnogórze mieszka mniejszość albańska. I w sytuacji nasilenia nacjonalizmu serbskiego, może ona również wysuwać pewne żądania wobec rządu w Podgoricy.

Ivan Lysyuk,, jb/Vot-tak.tv

Wiadomości