Nie tylko Biełsat „prowokuje”

Niezależną dziennikarkę z Homla oskarżono o… polski akcent. Do „filologicznego” incydentu doszło wczoraj w jednym z lokali wyborczych, w którym trwało głosowanie.

Dziennikarzy zatrzymał tam przewodniczący komisji mieszczącej się w budynku szkoły zawodowej transportu kolejowego. Anatol Szawel, który na co dzień jest też dyrektorem placówki. Zażądał od reporterów akredytacji.

Jedna z dziennikarek, zwracając się do przewodniczącego po białorusku, poprosiła go wyjaśnienia. Zapytała, o jaką chodzi akredytację i jaka konkretnie ustawa przewiduje posiadanie takiego dokumentu.

Anatol Szawel odpowiedział, że ja nie mam prawa pracować, bo jestem zagraniczną dziennikarką. Przyjechałam z Polski, bo zauważył u mnie „polski akcent” – relacjonowała zajście zdumiona Julia Siwiec. – Od 2001 mówię po białorusku i po raz pierwsze słyszę, że mam polski akcent… Wyjaśniliśmy więc z kolegami, z jakim akcentem można mówić – ukraińskim, rosyjskim?

Przewodniczący w odpowiedzi miał „burknąć”, że z rosyjskim można, ale nie był w stanie wskazać, kto wydaje akredytacje, których się domagał. Ustąpił i pozwolił wszystkim na wejście do lokalu dopiero po skardze, którą dziennikarze złożyli w okręgowej komisji wyborczej. W tym również Siwiec, która jak podkreśla niezależne Białoruskie Stowarzyszenie Dziennikarzy (BAŻ), jest jego członkinią i współpracowniczką kilku białoruskich mediów.

„Mogą one wywołać kolejną falę represji”: oświadczenie Biełsatu na temat oskarżeń ze strony TV Biełaruś 1

cez/belsat.eu wg baj.by

Wiadomości