Nawet Łukaszenkę zdziwiło, że państwowe fabryki nie upadły

Prezydent Białorusi spotkał się dziś ze swoim rządem, by rozmawiać o zwiększeniu efektywności zakładów państwowych i płac budżetówki.

Między innymi, zastanowiło go to, jakim cudem może pracować państwowy kombinat spod Słucka, skoro od lat przynosi straty.

– Z jednej strony stworzyliście projekt jedynie technicznego rozwiązania za pomocą podniesienia funduszu statutowego tego przedsiębiorstwa. A z drugiej, po zapoznaniu się z dokumentacją pojawiło się u mnie pytanie: czy to nie jest próba ucieczki od rozwiązania problemu? Zakład ma rentowność sprzedaży na poziomie minus 112 proc. Ja nie rozumiem, jak z takimi współczynnikami może w ogóle pracować? – gromił ministrów Alaksandr Łukaszenka.

Prezydent zastanowił się też nad perspektywami rozwoju mińskich zakładów włókienniczych “Sukna”. Władze postanowiły przenieść produkcję do pustych hal przędzalni i tkalni wełny “Kamwol”, a opuszczone nieruchomości sprzedać na aukcji, by spłacić wierzycieli.

– Do tego okazało się, że nawet 25 proc. maszyn może wykorzystywać i jeden i drugi zakład. Oczywiście, to razem daje niezły efekt ekonomiczny… Osobowość prawna i marka handlowa zostaną zachowane, ale dwa zakłady włókiennicze będą teraz działać w jednym miejscu – przekonywał podczas narady wicepremier Ihar Laszenka.

Przędzalnia i tkalnia wełny “Kamwol” były modernizowane przez osiem ostatnich lat i państwo włożyło w nie 100 milionów euro. Od lat zakłady wchodzą do pierwszej dziesiątki białoruskich przedsiębiorstwo przynosząnych największe straty.

Białoruś kolejny rok zmaga się z problemami niskich zarobków w przemyśle, brakiem popytu na swoje towary i wysokim bezrobociem. Gospodarkę państwa miał ratować nowy premier – ekonomista Siarhiej Rumas. Prezydent nie jest jednak zadowolony z prowadzonej przez niego polityki ostrożnej liberalizacji gospodarki.

100 dni rządów premiera Rumasa – Łukaszenka krytykuje zmiany i brak zmian

Mimo wysokiego bezrobocia, władze od lat zapowiadają Białorusinom średnie zarobki na poziomie 500 dolarów. Równocześnie obowiązuje prezydencki dekret o “darmozjadach” – obywatelach, którzy nie budują dobrobytu państwa, a czerpią z niego korzyści – czyli bezrobotnych i gastarbeiterach. Początkowo mieli być obłożeni dodatkowym podatkiem – po falach protestów postanowiono zmniejszyć im świadczenia socjalne.

Białoruski resort pracy policzył „darmozjadów”

dr,pj/belsat.eu

Wiadomości