Krym: rosyjskie represje w 75. rocznicę stalinowskiej deportacji

Deportacja Tatarów krymskich: 75 lat później

W ten weekend Tatarzy Krymscy upamiętnili kolejną rocznicę stalinowskiej deportacji, podczas której niemal cały ich naród siłą wywieziono z ojczystej ziemi. Czytaj więcej: https://naviny.belsat.eu/pl/?p=1079515

Opublikowany przez Biełsat po polsku Niedziela, 19 maja 2019

18 maja mija 75. rocznica deportacji Tatarów krymskich. Przeprowadzono ją w ciągu 3 dni – na rozkaz Stalina. Z ojczyzny wysiedlono wtedy prawie cały naród. Podczas transportu i pierwszych lat spędzonych na wygnaniu zmarł co drugi deportowany. W 2015 r. Ukraina uznała deportację Tatarów z Krymu za ludobójstwo. Dziś półwysep jest okupowany przez Rosję, a Tatarzy krymscy znów są prześladowani.

W przededniu tragicznej daty organizacje społeczne KrymSOS, Truth Hounds oraz Partnerstwo Międzynarodowe Praw Człowieka przedstawiły wyniki zorganizowanego przez siebie monitoringu. Dotyczył on nalotów, przeszukań i zatrzymań przeprowadzonych przez rosyjskie służby na Krymie 27 marca.

Tego dnia dziesiątki rosyjskich funkcjonariuszy wyważały drzwi, wkraczały do domów i otaczały całe osady. 23 tatarskich aktywistów zatrzymano, a akcja została uznana za największą od czasu aneksji półwyspu przez Rosjan.

FSB potwierdza, że zatrzymała ponad 20 Tatarów na Krymie

Tamila Taszewa jest Tatarką krymską, menedżerem PR i obrończynią praw człowieka. Mieszka w Kijowie i stara się stamtąd pomagać wszystkim, którzy stali się ofiarami prześladowań w jej ojczyźnie. Kierowana przez nią organizacja KrymSOS powstała pierwszego dnia okupacji w 2014 r. Od tego czasu stale udziela pomocy prawnej i dobroczynnej osobom z anektowanego Krymu i okupowanego Donbasu.

Tamila Taszewa. Zdj. belsat/eu

– W mojej działalności jest pewien egoistyczny akcent. Niestety, od 2014 r. nie byłam na Krymie. Nie mogę tam jeździć. Ale została tam moja siostra, babcia i rodzice. Ludzie, wśród których dorastałam i się wychowywałam. I bardzo chcę znaleźć się znów na Krymie! Ale jednocześnie wiem, że dopóki tam jest Rosja, nie mogę tego zrobić.

Rozumiem, że ten okres może trwać znacznie dłużej, niż byśmy chcieli. Ale jestem pewna, że w swoim życiu (choćby za 5, 10 czy 20 lat – oby jak najszybciej) jeszcze tam trafię. Zobaczę rodzinne miejsca i dalsze życie będę budować już w realiach wolnego Krymu.

– Pani nadzieje dotyczące ukraińskiego Krymu podzielają inni Tatarzy? Ci, którzy pozostali na półwyspie i są prześladowani…

– Jasne, że Tatarzy krymscy spodziewali się wcześniejszego zwrócenia półwyspu Ukrainie i na początku nie zamierzali nawet mierzyć się z perspektywą życia pod rosyjską okupacją. Ale to nie o to chodzi, że można przyzwyczaić się do wszystkiego. Po prostu przystosowuje się do każdych warunków, w których się żyje.

Porównujemy swój naród do jaskółek: zawsze wracamy do domu. W naszej historii było wiele przymusowych wyjazdów z Krymu i pozbawienia nas ojczyzny. To np. rok 1783, kiedy Krym po raz pierwszy anektowała caryca Katarzyna II. Wtedy faktycznie zlikwidowano Chanat Krymski – wielkie państwo, z którym utrzymywały stosunki państwa europejskie.

Na początku XX wieku zdobyliśmy faktyczną autonomię – Krymską Republikę Ludową. Potem zaczęła się nowa fala represji, a cała tatarska inteligencja została eksterminowana. W 1944 roku 150 tys. [wg innych danych od 180 do 423 tys. – belsat.eu] Tatarów siłą wywieziono z półwyspu. Teraz znów jest taka sytuacja.

Często pada pytanie: dlaczego Tatarzy krymscy po prostu nie opuszczą półwyspu? Przecież inaczej was zniszczą… To pytanie trudne, a zarazem proste. Innej ojczyzny nie ma. Ukraina to nasza duża ojczyzna, a Krym – mała. Tam są nasze korzenie. Dlatego pragnienie życia na swojej ziemi (nawet pod okupacją) to nie przystosowanie się do sytuacji.

Obchody Dnia Zwycięstwa w Sewastopolu. 9 maja 2019 r. Zdj. Sergei Malgavko/TASS/Forum

– Rosja dziś nie deportuje, ale marginalizuje Tatarów krymskich. Stwarza im wizerunek jakichś terrorystów, wrogów. Czy inni mieszkańcy dają się przekonywać tej propagandzie?

– Tak. Pozostała część ludności często nie wie, co się dzieje. W rosyjskiej TV mówią, że na Krymie wszystko jest dobrze, wszystko się buduje, kwitnie turystyka. Oczywiście ludzie rozumieją, że z turystyką są problemy, że nie zarabiają, że w sklepach wszystko drożeje, służba zdrowa jest zła itd.

Jednocześnie w TV pokazują: „o, zatrzymali terrorystów”. Tylko nie pokazują im prawdziwej sytuacji: że np. ludzie stoją przed sądami i dlaczego tam stoją. Prawdziwy obraz pokazuje ukraińska telewizja, ale jej niemal nikt nie ogląda.

Przeważnie mieszkańcy Krymu są przekonani, że wszystko u nich jest dobrze, a całkowitej harmonii przeszkadzają źli Ukraińcy, którzy przyjeżdżają czynić dywersje i szpiegować. Oraz Tatarzy krymscy, którzy chcą rozstrzeliwać i wysadzać w powietrze.

Dla Tatarów krymskich Rosja zawsze pozostaje wrogim państwem, które przez kilka stuleci nas prześladowało. Dlatego nie zaakceptowaliśmy Federacji Rosyjskiej. Nie było z jej strony pokajania za deportację i wydarzenia z XVIII wieku.

Reportaż Biełsatu „Rewolucja. Krymska Pułapka” z 2014 r.

– Można dziś usłyszeć opinie, że Ukraina pogodziła się z aneksją. Irytuje to was?

– No jak by to powiedzieć… Pogodziła się? Zeszłą jesienią przeprowadzono badanie opinii publicznej na ten temat. Jak obywatele Ukrainy odnoszą się do Krymu i czy (ogólnie rzecz biorąc) są gotowi oddać to terytorium za pokój w Donbasie itd. Ponad 50 proc. odpowiedziało, że nie. Niestety kwestia Krymu nie jest najważniejszym tematem w mediach. Około 0,2 proc. wiadomości tygodniowo jest na temat Krymu. To bardzo mało.

– Jednak przed wyborami kandydaci na prezydenta mówili o Krymie…

– W rzeczywistości bardzo niewielu. Zełenski mówił, ale bardzo ogólnie. W jego programie nie było prawie nic. O zwrocie Krymu mówiono tam na polityczno-dyplomatyczny sposób. Poroszenko jako gwarant konstytucji oraz osoba odpowiedzialna za politykę zagraniczną mówił dużo. W tym na forach międzynarodowych.

Mam nadzieję, że Zełenski przejmie tę praktykę i będzie też spotykać się z Tatarami krymskimi. To konieczne, bo represje wymierzone przeciwko nam, trwają.

Białorusinka Jauhienia Andrejuk, obrończyni praw człowieka i była współpracownica KrymSOS. Do organizacji pomagającej Tatarom krymskim trafiła, kiedy w 2014 r. w ramach pracy magisterskiej prowadziła badania o działalności wolontariatu podczas rewolucji i konfliktu zbrojnego na Ukrainie:

Jauhienia Andrejuk. Zdj. z archiwum prywatnego.

– Biuro KrymSOS znajdowało się wtedy w niewielkim lokalu przy placu Besarabskim. Jeden pokój był całkowicie zawalony pomocą humanitarną dla przesiedleńców ze Wschodu i Krymu. Przychodzili ludzie, którzy przynosili dary i przychodzili ludzie, którzy je odbierali.

Ekipa była też malutka. Stanowiły ją niemal w całości młode dziewczyny, które robiły niewiarygodne rzeczy: znajdowały mieszkania setkom rodzin uchodźców, rozdawały dary, 24 godzin na dobę udzielały konsultacji. Rok 2014 był „rokiem cudów” – tak go nazywam. Wystarczył jeden wpis w Facebooku, żeby znaleźć pomoc dla ludzi w potrzebie. Ludzie bardzo szybko reagowali i pomagali. Ta fala zaczęła opadać w roku 2015.

Dobrze pamiętam 18 maja 2015 roku. Stałam na Majdanie podczas wiecu żałobnego, patrzyłam na błękitne flagi Tatarów krymskich i uświadamiałam sobie, że ich historia jest bardzo podobna do naszej, białoruskiej.

Tylko kiedy u nas ZSRR zacierał tożsamość represjami, niszczeniem kultury, języka, eksterminacją elit narodowych, to Tatarów krymskich deportowano. Taki był los wszystkich „małych” narodów w Związku Radzieckim. Ale walka Tatarów krymskich zwieńczyła się sukcesem: wrócili na Krym. Chociaż, jak dowiedziałam się od przyjaciół, to był bardzo trudny powrót. Nie dawano im ziemi, nie przyjmowano do pracy. Nie mieli gdzie żyć i jak zarabiać.

Jednak kiedy na początku lat 2000. zaczęło się jako tako układać, to nadszedł rok 2014 i odrzucił ich z powrotem do roku 1944. Teraz są na swojej ziemi, ale znów pod rosyjskimi rządami.

I to właśnie ta, częściowo białoruska refleksja na temat walki z imperium i okupacją motywuje mnie do pomocy Tatarom krymskim.

Tatarzy krymscy: aresztowaniami nas nie uciszą

Adela Dubawiec, cez/ belsat.eu

Wiadomości