Kalinowski z Kartą Polaka. Jak „Młode Kresy” walczą o tożsamość rodaków z Białorusi

Korespondenci Biełsatu spotkali się z szefem fundacji, która wzywa obywateli Białorusi polskiego pochodzenia do wpisywania narodowości polskiej podczas nadchodzącego spisu powszechnego.

W internecie kampania ta odbywa się pod hashtagami #Jestem Polakiem, #Япаляк, #Яполяк. Jej inicjatorzy planują też dotrzeć do tych, którzy nie spędzają w internecie zbyt wiele czasu: wolontariusze rozklejają tematyczne plakaty i nalepki w większych i mniejszych miastach, w których zamieszkuje najwięcej Polaków – na Grodzieńszczyźnie, w obwodzie brzeskim i w okolicach Brasławia w obwodzie witebskim, w pobliżu granicy z Łotwą.

Spis powszechny odbędzie na Białorusi w dniach 4-30 października.

– Chcemy objąć miasta, w których mieszka ponad 5 proc. Polaków. Grodzieńszczyzna jest priorytetem, ponieważ w Lidzie mieszka 37 proc. Polaków, w Szczuczynie – ponad 50 proc., 25 proc. w Grodnie. No i liderem jest rejon werenowski, zamieszkany w 80 procentach przez Polaków – mówi szef fundacji „Młode Kresy” Mirosław Kapcewicz.

Młodzi Polacy z Białorusi wzywają do deklarowania polskości w spisie powszechnym

Mirosław pochodzi z Lidy. Obecnie mieszka w Warszawie – wyjechał do Polski w ramach programu stypendialnego im. Kalinowskiego. Był jednym z działaczy inicjatywy „Polacy Grodzieńszczyzny” założonymi w 2011 r. przez uczniów jednej z lidzkich szkół i „kolegów z kościoła”. Jak wspomina Kapcewicz, działalność tej organizacji stała się powodem przeszukania w jego mieszkaniu i prześladowań ze strony milicji i KGB. Oficjalną przyczyną zainteresowania się młodym aktywistą przez organy było to, że działał on „w imieniu niezarejestrowanej organizacji”. Artykuł ten ten usunięto z białoruskiego kodeksu karnego dopiero latem tego roku.

– Nasi wolontariusze mieszkają na Białorusi. Jesteśmy obywatelami tego kraju i patriotami tego kraju. Szanujemy język białoruski i kulturę. Ale chcemy zachować też swoją kulturę i tożsamość narodową – mówi nam Kapcewicz. – Osobiście dla mnie Grodzieńszczyzna jest miejscem wielokulturowym: w jednej wsi babcie rozmawiają z nami po polsku, a w innej po litewsku – jak np. w wiosce Pielasa w rejonie werenowskim. Ale to starsi ludzie. Młodzież jest całkowicie zrusyfikowana. Nie podoba mi się to.

Swoje materiały agitacyjne wolontariusze rozklejają na słupach i tablicach ogłoszeniowych. „Młode Kresy” zrobiły m.in. remake amerykańskiego plakatu „We Can Do It” z czasów II wojny światowej i zamieścili na nim hasło „Pamiętam, kim jestem!” oraz zrobili nalepki przedstawiające Kartę Polaka z portretami Adama Mickiewicza, Konstantego Kalinowskiego i Tadeusza Kościuszki.

Zdj: Facebook/Fundacja-Młode-Kresy

Wywołało to spore kontrowersje wśród białoruskich użytkowników sieci społecznościowych.

– Żadnych Polaków na terytorium byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego nie ma. Są spolonizowani Litwini. I państwo powinno przekazywać im prawdę o ich pochodzeniu – piszą internauci. – Pszeki (pogardliwa nazwa Polaków – belsat.eu) i Rusicze też chcą do siebie Białoruś przyłączyć.

Inni przekonują, że Mickiewicz nie był Polakiem, ale Białorusinem (czyli dawnym Litwinem) i urodził się w majątku Zaosie. Podobnie – Litwinem, a nie Polakiem miał być powstaniec styczniowy Kalinowski, którego białoruscy patrioci uważają za swojego bohatera narodowego.

– I w ogóle co to za propaganda języka polskiego na Białorusi? – pytają. – Postać Kalinowskiego wykorzystują dlatego, że po pierwsze urodził się on na Białorusi, tak jak oni – tłumaczą im inicjatywę młodych Polaków inni (chociaż w rzeczywistości Wincenty Konstanty Kalinowski przyszedł on na świat w Mostowlanach leżących po polskiej stronie dzisiejszej granicy – belsat.eu). – Po drugie stanął on na czele powstania styczniowego, podczas którego opowiadał się nie tylko w obronie języka białoruskiego, ale jeszcze federacji polsko-litewskiej. Co bardzo pasuje jako symbol białoruskich Polaków.

– Przeprowadziliśmy analogię do tych czasów, kiedy żyli Mickiewicz, Kościuszko i Kalinowski. Proszę popatrzeć: np. Kalinowski pochodził ze szlachty i mówił po polsku. Gazetę „Mużyckaja Prauda” wydawał po białorusku specjalnie dla chłopów, aby poparli powstanie – wyjaśnia ten pomysł Kapcewicz. – Dla Polaków z Grodzieńszczyzny, kresowiaków jest on tak samo swój jak dla Białorusinów. Gdyby Kalinowski żył dziś, to nie wie, czy chciałby dostać polski paszport, ale formalne podstawy do uzyskania Kary Polaka, miał by z pewnością – żartuje.

Szef „Młodych Kresów” przypomina, że starzy ludzie umierają, ci w wieku produkcyjnym wyjeżdżają, a ci, którzy zostają, zapominają o swoich korzeniach.

– Jedna moja babcia rozmawiała „trasianką”, a druga dobrze znała polski i uczyła mnie. Przy takiej liczbie Polaków na Białorusi język polski zna niewiele osób. I w ogóle ludzie boją się mówić o tym, że są Polakami. Nie chodzi o młodych, ale bardziej o starszych – mówi Kapcewicz.

Według spisu powszechnego z 1999 roku Białoruś zamieszkiwało 395 tys. Polaków. 10 lat później było ich już 100 tys. mniej. Język polski nazwało wtedy swoim ojczystym tylko 16,5 proc. z nich.

Warszawa: protest pod białoruską ambasadą przeciw rusyfikacji polskich szkół WIDEO PL

W 2017 roku „Młode Kresy” zorganizowały akcję protestu przed ambasadą Białorusi w Warszawie. Jej działacze wystąpili w obronie polskich szkół w Grodnie i Wołkowysku. Akcję wsparł nieuznawany przez władze w Mińsku Związek Polaków na Białorusi.

– Białorusini i etniczni Polacy mają wspólny problem – totalna rusyfikację. To nienormalne, kiedy białoruska młodzież nie rozumie języka białoruskiego, a nawet traktuje ją jak język obcy. A dostęp do języka polskiego jest jeszcze bardziej ograniczony. Na prawie 300 tys. Polaków mamy tylko dwie polskojęzyczne szkoły – przypomina Kapcewicz. – A białoruscy Litwini, których według spisu ludności z 2009 było 5087, też mają dwie szkoły. Każdy naród musi walczyć o swoją kulturę. Nie jesteśmy imigrantami. Żyjemy na swojej ziemi i chcemy pamiętać, kim jesteśmy.

jw, cez/belsat.eu

Wiadomości