Jak świętowano Boże Narodzenie i Nowy Rok w przedwojennym Grodnie WIDEO



Aleksy Szota zaprasza na spacer po Grodnie czasów II Rzeczpospolitej i opowie, kto spopularyzował przystrajanie choinek, gdzie kupowano choinkowe ozdoby i jak Święta spędzał liczny miejscowy garnizon.

Święta w przedwojennym Grodnie nie różniły się tak bardzo od tego jak są obchodzone teraz. Sklepy również prześcigały się w świątecznych zniżkach i atrakcyjnych ofertach by zwabić jak najwięcej klientów. Dużo sklepów znajdowało się przy dzisiejszej ulicy Sowieckiej, dawnej Dominikańskiej. Szał zakupów panował taki sam jak dzisiaj.

Dziś nie wyobrażamy sobie świąt bez zielonej, pachnącej lasem choinki. Czyż mogło być inaczej przed wojną? Choinki dziś pojawiają się i w naszych domach i na ulicach miast. Jednak tradycja ta w okresie międzywojennym była jeszcze dość młoda, pojawiła się gdzieś na początku XX wieku. Wcześniej zaś ludzie wieszali nad stołami, pod sufitami osobne gałązki choinkowe.

Choinka Orzeszkowej

Jedną z pierwszych popularyzatorek ozdabiania całego drzewka była Eliza Orzeszkowa. Jako mecenatka stawiała choinkę dla ubogich grodzieńskich dzieci.

A gdzie choinka tam też ozdobne zabawki. W latach 20. i 30. zabawki na choinkę można było kupić między innymi w księgarni Eliasza Iborskiego, znanej, najlepszej księgarni miasta.

Po przeciwnej stronie ulicy, pod adresem Dominikańska 18, w latach 20. znajdował się popularny sklep Józefa Muchenberga. Sprzedawano tu różne świąteczne smakołyki. Pierniki, czekoladki, egzotyczne herbaty i kawy, orzechy, figi, migdały. Niestety ta część ulicy nie przetrwała wojny i zmian powojennych, dlatego dziś nie wiemy, który dokładnie dom miał numer 18. Dziś pod tym numerem znajduje się duży, późnosowiecki dom towarowy. Skądinąd też dobre miejsce na świąteczne zakupy.

Tuż obok, przy Dominikańskiej 20, dziś Sowieckiej 16, znajdowała się kawiarnia-cukiernia Józefa Kotowskiego. Cukiernia była szczególnie oblegana w okresie przedświątecznym. Szkoda, że dzisiejszy budynek to jedynie rekonstrukcja. Z oryginalnej budowli nie zostało nic.

W dzień Wigilii Grodno zamierało. Magistrat, mieszczący się w dawnej bursie dominikańskiej, pracował tylko do 12, sklepy pracowały tylko do 18, ostatni autobus odjeżdżał o 19. Ruch był ograniczony nawet na kolei. To wszystko pokazuje, jak ogromne znaczenie miały wtedy święta Bożego Narodzenia.

Kulminacją święta była tradycyjna, polska, rodzinna wieczerza wigilijna. 12 dań na stole, łamanie się opłatkiem, śpiewanie kolęd i koniecznie jedno puste miejsce przy stole. Po wieczerzy zaś północna msza w kościele.

Żołnierska grzybowa i słodkie kluski

O północy grodzieńskie kościoły wypełniały tłumy wiernych. Była wśród świątyń jedna szczególna. W Grodnie przed wojną stacjonował 81. Pułk Piechoty im. króla Stefana Batorego, 76. Pułk Piechoty im. Ludwika Narbutta i 29. Pułk Artylerii Lekkiej.

Dla żołnierzy Wojska Polskiego Boże Narodzenie było bardzo ważnym świętem. Również mieli wspólną wieczerzę wigilijną z zupą grzybową na krupniku, słodkimi kluskami z makiem, kompotem owocowym i jabłkami. Potem zaś udawali się na mszę. Pasterka odbywała się w kościele garnizonowym, znanym jako Fara Witoldowa, najstarszy grodzieński kościół.

Właśnie w tym miejscu modlili się żołnierze-katolicy. Kościół przetrwał nawet wojnę, ale w 1961 roku został wysadzony w powietrze przez władze komunistyczne.

Noworoczna wojna dwóch balów

O ile święta Bożego Narodzenia miały charakter rodzinny i pewien wydźwięk zadumy, to Nowy Rok to już czysta zabawa. W Sylwestra Grodnem wstrząsały setki imprez. Od dużych balów po skromne prywatki. O miano najważniejszej imprezy walczyły dwa bale sylwestrowe – w zamku królewskim i teatrze miejskim.

Bal na zamku zaczynał się zwykle około 22 i gromadził do 250 osób. Panowie w smokingach, oficerowie w mundurach, panie w strojach wieczorowych. Był kabaret, grała orkiestra, były tańce. Punktualnie o 24:00 strzelały korki od szampana. Zabawa trwała do 6-tej rano.

Głównym konkurentem tej imprezy był bal noworoczny w teatrze miejskim, ze specjalnym programem rozrywkowym. Proponowano nie tylko okolicznościowe kabarety i komedie osadzone w grodzieńskich realiach, ale też wspólne z aktorami witanie Nowego Roku.

Po raz ostatni Grodno witało w ten sposób nowy 1939 rok. Później, wraz ze zmianami granic i ustrojów, zmieniły się też obchody. Ale to jest już zupełnie inna historia.

Aleksy Szota/belsat.eu

Wiadomości