Irańczyk, któremu w kraju grozi śmierć, zostanie na Białorusi

Białoruskie MSW, powołując się na kwestie humanitarne, wydało zgodę na pobyt Merchdatowi Dżamszydianowi.

Irańczyk wyjechał z kraju w latach 90 ub. w. Na początku pracował w Japonii, potem przeniósł się na Białoruś. Tu poznał żonę i urodziła mu się trójka dzieci.

Jego żona Alena poinformowała Belsat.eu, że problemy męża rozpoczęły się w 2012 r., gdy zatrzymała go białoruska milicja. Dowiedział się wtedy, że w Iranie wszczęto przeciwko niemu sprawę karną. Został oskarżony o zabójstwo matki i brata, za co grozi kara śmierci. Irańskie władze nie umiały jednak dostarczyć Białorusinom przekonujących dowodów winy. W dokumentach przekazanych przez Iran napisano, że zabójstwa dokonano we wrześniu 2012 r., gdy Merchadat Dżamszydian znajdował się na terytorium Białorusi. Wiadomo też, że jego brat działał w szeregach opozycji przeciwko władzy ajatollahów.

Kolejnym faktem, który mógł pociągnąć dalsze problemy w jego kraju, było przyjęcie chrześcijaństwa. W Iranie odejście od islamu również karane jest śmiercią.

Na Białorusi rozstrzelano dwie osoby

W maju br. sąd w Mińsku zgodził się na wypuszczenie z aresztu mężczyzny. Za kratami spędził 11 miesięcy. Jednak nakazał mu dobrowolne opuszczenie kraju w ciągu kolejnych trzech miesięcy. Nie wziął pod uwagę, że Irańczyk od ponad 25 lat przebywa na Białorusi i założył tu rodzinę. Gdy sprawą zainteresowały się media, ponad tysiąc osób podpisało petycję do szefa MSW o zatrzymanie go w kraju. Mężczyzna w czasie areszcie przeszedł zawał. Pogorszył się również stan zdrowia jego żony.

Deportacja, ale nie ekstradycja. Białorusini nie wydali Tadżykistanowi „brodatego piłkarza”

jb/belsat.eu

Wiadomości