Leon Tarasewicz – laureat nagrody im. Giedroycia: Inwestując w białoruskość Polska staje się bogatsza

Leon Tarasewicz na gorąco podzielił się z Biełsatem swoimi przemyśleniami tuż po otrzymaniu nagrody im. Jerzego Giedroycia.

4 grudnia artysta i wykładowca białoruskiego pochodzenia prof. Leon Tarasewicz oraz historyk z amerykańskiego uniwersytetu Georgetown prof. Andrzej Sulima Kamiński, zostali laureatami nagrody Rzeczpospolitej im. Jerzego Giedroycia. Od 2001 roku są nią nagradzane osoby działające na rzecz porozumienia narodów Europy Środkowo-Wschodniej.

Panie profesorze, moje gratulacje! Czy ta nagroda zobowiązuje?

[Leon Tarasewicz] To jest taka nagroda, która nakłada na nas odpowiedzialność. Do tej pory mogłem być studentem, czytać, dojrzewać z tą literaturą – wiem, jak ważna była korespondencja Giedroycia dla Sokrata Janowicza [polski pisarz narodowości białoruskiej; zmarł w 2013 roku – przyp. belsat.eu]. Przetrwać w intelektualnej pustce z szerszymi niż malutkie białostockie środowisko ideami jest ciężko.

Leon Tarasewicz czeka na ogłoszenie laureatów nagrody im. Jerzego Giedroycia. 4 grudnia 2017 roku, Warszawa. Zdjęcie: Denis Dziuba

Pamiętam, wycieczki raz na pół roku do Krakowa, by pół godziny porozmawiać z Jerzym Nowosielskim [polski ikonopisarz, malarz i teolog prawosławny; zmarł w 2001 roku; Tarasewicz inspirował się jego twórczością – przyp. belsat.eu]. One dawały siły by iść dalej i nie przejmować się niepowodzeniami i przeciwnościami losu. Teraz z tą ideą, związaną z takim wielkim imieniem, trzeba będzie podnieść głowę i nieść sztandar Giedroycia.

Giedroyć pozostawił ideę dobrych stosunków z sąsiadami, w tym z Białorusinami. Dlaczego podobna idea – porozumienia z Polską – nie powstała na Białorusi? Dlaczego nie ma białoruskiego Giedroycia?

Białoruskie społeczeństwo straciło zbyt wielką część elit. Dopiero teraz zaczęła pojawiać się tam inteligencja zdolna do dyskusji bez kompleksów. Polska była wspierana o wiele silniej, i moralnie i ekonomicznie, dzięki czemu w kraju pojawili się nowe elity tak intelektualne, jak i polityczne.

W Białoruś w historii inwestowano zbyt mało.

Wszyscy oczekują od Białorusi, że stworzy coś samemu, ale w polityce nikt niczego sam nie tworzy. To zawsze jest współpraca. Dziś na scenie politycznej tej części Europy Białorusi nikt nie potrzebuje. Są sentymenty, piękne apele i oświadczenia, ale inwestycji nie ma.

Leon Tarasewicz i Andrzej Sulima Kamiński na scenie po ogłoszeniu werdyktu jury nagrody im. Jerzego Giedroycia. 4 grudnia 2017 roku, Warszawa. Zdjęcie – Denis Dziuba

Ze smutkiem obserwowałem, jak bardzo inwestowano w Ukrainę, i tę inwestycję ostatecznie wstrzymano, ale o inwestycjach w białoruskość nie słyszałem. Jednak dzięki trwałości idei wolnej Białorusi, trwa pragnienie wolności. I to jest ważne, bo daje nadzieję, że można z kimś rozmawiać jak z partnerem.

Nie ma pan wrażenia, że Polska ostatnio rozmawia z białoruskimi władzami, a nie z Białorusinami?

Trzeba więcej inwestować w białoruskość, a nie wykorzystywać osłabienie dzisiejszej sytuacji historycznej. Inwestując w białoruskość Polska staje się tylko bogatsza. Porzucając Białoruś Polska staje się słabsza – zarówno w historii i polityce, jak też literaturze i sztuce.

Leon Tarasewicz i Andrzej Sulima Kamiński trzymają nagrody im. Jerzego Gedroycia podczas uroczystej gali w Pałacu Krasińskich. 4 grudnia 2017 roku, Warszawa. Zdjęcie – Denis Dziuba

Taka myśl powinna być ponadczasowa, trochę jak u Giedroycia. Nikt jeszcze o tym nie myślał, a on już o tym mówił. Trzeba nauczyć się z tym żyć, choć nie jest to proste.

Kiedy według pana w Mińsku pojawi się pomnik Giedroycia?

Powinna pojawić się atmosfera, w której pomniki stawia się za samodzielne myślenie, a nie za poddaństwo.

Co dziś oznacza być Białorusinem w Polsce?

To nie takie trudne pytanie. Jeżeli człowiek jest Białorusinem to jest Białorusinem. W Polsce trzeba bronić się jedynie przed prymitywami, którzy bardzo wąsko widzą cywilizację, dla których linia na mapie oznacza koniec jednej krainy i początek drugiej. Trzeba znać przeszłość, mieć świadomość i wtedy rozpoczynać dialog.

Gdy robimy w Krynkach Trialog [festiwal kultury polskiej, białoruskiej i ukraińskiej organizowany w sierpniu na granicy Polski i Białorusi – przyp. belsat.eu] i przyjeżdżają Andrzej Stasiuk i Jurij Andruchowycz [obaj pisarze: polski i ukraiński – przyp. belsat.eu] to nie potrzebujemy tłumacza, tak jak podczas sejmów Rzeczpospolitej.

Rozmawiał Denis Dziuba

Wiadomości