Imperialne sny o Syberii: od cara Piotra I do Putina

Antoni
Styrczula

29 maja 2020 roku w rosyjskim Norylsku, najbardziej na północ wysuniętym mieście świata, doszło do jednej z największych katastrof ekologicznych na Syberii. Ze zbiornika elektrociepłowni pod miastem wyciekło 21 tys. ton paliwa. 15 tys. do okolicznych rzek, 6 tys. do gruntu.

To tylko jeden z przykładów rabunkowej gospodarki Rosji na tych terenach. A wszystko zaczęło się od marzeń cara Piotra I, by uzyskać dostęp do syberyjskich bogactw oraz zintegrować Syberię z europejską częścią Rosji.

Rosyjski podbój Syberii

Zaczął się stosunkowo wcześnie, bo już w latach 80. XVI wieku. Rosyjscy kozacy, krok po kroku, odbijali ją z rąk tatarskich plemion, budując małe fortece (ostrogi), wokół których powstawały miasta. W 1587 roku założono Tobolsk, a w 1632 roku Jakuck. Kilkanaście lat później, w 1647 roku nad Morzem Ochockim, w obecnym Kraju Chabarowskim, powstał Ochock. W 1648 roku Siemion Dieżniow opłynął jako pierwszy późniejszą Cieśninę Beringa.

Formalnie Syberia była wówczas jedną z 10 rosyjskich prowincji. Jednak niepodobną do wszystkich. Ciągnęła się od Uralu do Oceanu Spokojnego, obejmując większość Azji na północ od Chin i Mongolii. Od wysokich gór, po rozległe równiny, od tundry po tajgę. Zamieszkiwało ją wówczas zaledwie 300 tys. mieszkańców. Garstka Rosjan oraz autochtoni: Eńcy, Nieńcy i Jakuci.

Brak dróg sprawiał jednak, że nie było praktycznie żadnej komunikacji pomiędzy Sankt Petersburgiem a nielicznymi miastami, co uniemożliwiło sprawne zarządzanie tymi terytoriami oraz ściąganie podatków. I co najważniejsze, rozwój nielicznych rosyjskich enklaw. Tobolsk liczył wtedy zaledwie 13 tys. mieszkańców, a Jakuck niespełna 7 tys.

Traktat nerczyński i jego następstwa

Krajobraz kamczacki. Zdjęcie Anastasia Golovina, pexels.com

W 1639 roku zdarzyło się jednak coś, co powstrzymało dalszą ekspansję Rosji, a przynajmniej tak mogło się wydawać. Traktat nerczyński z Chinami pozbawił Rosję dostępu do Pacyfiku wzdłuż najdogodniejszej trasy, rzeki Amur i ustalił ją wzdłuż rzek Argun oraz Gorbica i dalej Pasmem Stanowym do Morza Ochockiego.

Car Piotr I chciał wyrwać Rosję z wielowiekowej izolacji i pchnąć na ścieżkę modernizacji. Podpatrzył ją na Zachodzie, podczas swego słynnego objazdu europejskich stolic, nazywanego przez historyków Wielkim Poselstwem. Brak dostępu Rosji do Pacyfiku mu te plany utrudniał. Tym bardziej, że perscy Safawidzi panowali nad Morzem Kaspijskim, a tureccy Osmanowie nad Morzem Czarnym. Jedynie pokonanie Szwedów w Wielkiej Wojnie Północnej umożliwiło carowi dostęp do Bałtyku oraz przesunięcie Rosji na Zachód.

Na tym nowym terytorium car założył w 1703 roku miasto, późniejszą stolicę, Sankt Petersburg. Miało ono przyćmić metropolie, które zobaczył: Amsterdam i Londyn. Umieścił w nim siedzibę rządu i dworu oraz coś, co było jego „oczkiem w głowie” – sztab imperialnej marynarki wojennej. Miała on odegrać potem olbrzymią rolę w kolejnych podbojach jego następców.

Do tej floty ściągał z całej Europy najlepszych fachowców: nawigatorów, matematyków, geografów, cieśli oraz zaprawionych w bojach w czasie Wielkiej Wojny Północnej ze Szwecją, marynarzy. W ten oto sposób w Sankt Petersburgu pojawił się urodzony w dalekiej Jutlandii Duńczyk, kapitan Vitus Bering oraz kilku jego kolegów.

Pierwsza Ekspedycja Kamczacka

Piotr I miał świadomość, że brak połączenia morskiego i lądowego stolicy ze wschodnią Syberią sprawi, że stanie się ona łakomym kąskiem dla innych państw o imperialnych ambicjach. Głównie Wielkiej Brytanii i Francji. Było tylko kwestią czasu, kiedy ich wojenne okręty pojawią się u wybrzeży praktycznie dziewiczej Syberii. Dlatego w jego głowie pojawił się plan zbadania tych ziem i znalezienia połączenia pomiędzy Azją a Ameryką Północną, nazwany potem Pierwszą Ekspedycją Kamczacką.

Vitus Jonassen Bering, grafika z epoki

Instrukcje cara były proste: dotrzeć z Sankt Petersburga na Kamczatkę, zbudować tam dwa okręty, opłynąć nimi Półwysep Kamczacki oraz zbadać, gdzie brzeg Azji łączy się z Ameryką. Wytyczony szlak miał być potem naniesiony na mapy i wykorzystany przez rosyjskich kolonistów, którymi Piotr I chciał zaludnić Syberię. Na dowódcę wyprawy wybrano kapitana Vitusa Beringa służącego w imperialnej marynarce już od 21 lat. Jego zastępcami zostali: Duńczyk, porucznik Martin Spangberg oraz Rosjanin, porucznik Aleksiej Czirikow. Oprócz nich było 34 członków wyprawy: marynarzy, cieśli, rzemieślników, opiekunów zwierząt. Byli też: chirurg, kapelan, geodeta oraz niewykwalifikowani robotnicy.

Plan Beringa był prosty. Przetransportować z Sankt Petersburga do Ochocka wszystko to, co jest potrzebne do wyprawy i budowy okrętów: kotwice, żagle, liny, armaty, broń itd. Kilkanaście ton ładunku na trasie ponad 6 tys. kilometrów. Zasadniczo miała liczyć dwa etapy. Pierwszy, łatwiejszy, ze stolicy do odległego o 2814 km Tobolska oraz drugi, trudniejszy, bo wiodący przez niezbadane tereny o dużym zróżnicowaniu geograficznym, liczący ponad 4 tys. km.

W drugim przypadku odpadała podróż lądem. Pozostawał jedynie spław wielkimi syberyjskimi rzekami. Wzdłuż Irtyszu aż do rzeki Ob, a potem do Jeniseju i dalej rzeką Leną do Jakucka. Każda rzeka wymagała innego typu łodzi, które należało zbudować na miejscu. Jednym z głównych zadań, które postawił przed sobą Bering było sporządzenie dokładnej mapy szlaku z Tobolska do Ochocka oraz trasy morskiej z Ochocka na Kamczatkę. Łatwiej jednak zaplanować, niż zrealizować.

Głód, pot i łzy

Pierwsze spotkanie Beringa z Aleutami u brzegów Wyspy Szumagina. Rysunek Svena Waxela, który był matem na Świętym Piotrze podczas Drugiej Ekspedycji Kamczackiej

W styczniu 1725 roku wyprawa ruszyła z Sankt Petersburga. Po dotarciu w czerwcu do Jakucka Bering podzielił ekipę na dwie grupy. Pierwsza, pod jego dowództwem, miała lądem i konno pokonać trasę do Ochocka. Druga, pod kierownictwem porucznika Martina Spangberga miała spłynąć do celu syberyjskimi rzekami.

W Jakucku okazało się, że tamtejszy gubernator miał za nic ukaz carski i instrukcje Beringa otrzymane z senatu. Musiał wręcz walczyć o każdy kilogram zaopatrzenia, każdego konia i każdego tragarza. Ostatecznie uzyskał to, czego żądał. 660 Koni, 69 ludzi oraz potrzebne zapasy. Grupa dowodzona przez Beringa dotarła do Ochocka po 45 dniach, pomimo głodu i wyczerpania. Konie podały jak muchy i dlatego część ładunku musiał zostawić na szlaku, z nadzieją, że po niego wróci.

W Ochocku było podobnie jak w Jakucku. Nikt na nich nie czekał i nic nie było przygotowane na ich przyjazd. Musieli sami wziąć się za budowę domów i magazynów oraz aprowizację. Mijały miesiące a od Spangberga Bering nie miał żadnych wieści. Tymczasem jego trasa, rzekami, była o wiele trudniejsza, tym bardziej, że w sierpniu spadł już śnieg i nastał mróz. Rzeki zamarzły i przestały być spławne.

Spangberg musiał zbudować 90 sań, by na nich umieścić 18 ton ekwipunku. Wielu ludzi zdezerterowało, nie mogąc wytrzymać trudów podróży. Reszta była wygłodzona i przemarznięta. Jedli martwe konie, a nawet skórzane części ekwipunku: pasy, buty. Rosła liczba chorych.

Po dotarciu do Judomskiego Krestu Spangberg pozostawił chorych na miejscu, a sam mając ze sobą 40 sań wraz z woźnicami ruszył do Ochocka po ekipę ratunkową. Potem już tylko Spangberg wraz z dwójką towarzyszy, na lekkich saniach, ruszył po powiadomić Beringa o losach tej części ekspedycji. 6 stycznia 1726 roku dotarł do Ochocka. Reszta jego ekipy przybyła 10 dni później. Ten od razu zorganizował ekspedycję ratunkową. Do Judomskiego Krestu dotarła dopiero w lutym. Uratowano 7 członków załogi, a 4 pochowano na miejscu. Do wiosny trwało zbieranie porzuconego ekwipunku i budowa nowego okrętu – Fortuny. Cieśle naprawili też stary okręt Wostok.

Z Ochocka do Bolszeriecka

Erupcja wulkanu Kluczewska Sopka na Kamczatce. Zdjęcie: Natalia Kollegova, pixabay.com

Dowodzenie nad oboma okrętami objął Spangberg. Przetransportował nim 48 ludzi przez Morze Ochockie do miasteczka Bolszerieck położonego w górę od ujścia rzeki Bolszaja, na zachodnim brzegu Kamczatki. Potem wrócił po Beringa i resztę członków wyprawy. W ostatnim etapie wyprawy Bering musiał przenieść cały sprzęt z dużych okrętów na małe łodzie, które mogły popłynąć w górę rzeki Bolszaja. Potem, łodzie przeniesiono lądem do rosyjskiej bazy zwanej Górną Placówką Kamczacką, a dalej 25 km psim zaprzęgiem do Dolnej Placówki Kamczackiej, już na wybrzeżu Pacyfiku.

Na Kamczatce żyło wtedy zaledwie 300 Rosjan. Resztę ludności stanowili, na północy –Kamczadałowie, a na południu – Kuryłowie. Rdzenna ludność Kamczatki była zmuszana prze Rosjan do niewolniczej pracy. Co prawda zabronionej przez Sankt Petersburg, ale nikt z Rosjan tego zakazu nie przestrzegał. Jesień i zimę 1727 roku ekspedycja spędziła u stóp wulkanu Kluczewska Sopka (4750 n.p.m.) budując nowy, pełnomorski okręt Święty Gabriel oraz robiąc zapasy żywności.

Okręt zwodowano 9 lipca. Popłynęli nim najpierw na północ, wzdłuż pacyficznego brzegu Kamczatki. Następnie do 65 równoleżnika, gdzie musieli stawić czoło Morzu Lodowatemu. Nie wiedzieli przy tym, że płyną przez cieśninę, którą James Cook nazwie potem Cieśniną Beringa i którą 80 lat wcześniej pokonał, na małych jednomasztowych łodziach, kupiec Siemion Dieżniow.

13 sierpnia Bering uznał, że popłynęli wystarczająco daleko, osiągając tym samym cel ekspedycji. Postanowił wrócić do Ochocka, do którego dopłynął 24 lipca wraz z większością swych ludzi. 28 lutego 1730 roku, po 5 latach podróży, ekspedycja znalazła się znów w Sankt Petersburgu. Beringa, Czirikowa i Spangberga awansowano i wynagrodzono.

Ubocznym skutkiem tej ekspedycji był wybuch powstania na Kamczatce w latach 30. XVIII wieku zakończonego spaleniem Dolnej Placówki Kamczackiej, a następnie działaniami odwetowymi Rosjan przeciwko lokalnej ludności. Powodem bezpośrednim wybuchu powstania było wykorzystywanie przez Beringa ludzi i psich zaprzęgów, co poskutkowało wzrostem niechęci autochtonów do kolonistów.

Rezultatem I Ekspedycji Kamczackiej były mapy sporządzone przez Beringa, które umożliwiły potem eksplorację wschodniej Syberii, odkrycie bogatych złóż minerałów oraz skolonizowanie Alaski po II Ekspedycji Kamczackiej i wyprawie Dzieżniewa w latach 1733-1743. Ale to już inna, jeszcze bardziej dramatyczna, historia.

Polak z Wilna – rosyjskim superszpiegiem w Wielkiej Grze

Antoni Styrczula dla belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów