Gościem prawosławnego festiwalu na Linii Stalina będzie zespół wychwalający Koreę Północną

W lipcu pod Zasławiem odbędzie się festiwal młodzieży prawosławnej. Z błogosławieństwa metropolity Pawła impreza odbędzie się terenie odrestaurowanych fortyfikacji o nazwie Linia Stalina.

Prawosławnych duchownych nie krępuje ani pomnik znajdujący się tam pomnik dyktatora, ani fakt, że umocnienia te wznosili więźniowie GUŁAG-u, a po wojnie w niektórych bunkrach rozstrzeliwano ofiary stalinizmu – przypomina portal naviny.by.

Przedstawiciel Cerkwi Prawosławnej: Nie trzeba wieszać wszystkich psów na Stalinie

 

Rzecznik prasowy Mińskiego Zarządu Eparchialnego protojerej Serhij Lepin nie widzi sprzeczności w tym, że prawosławny festiwal odbędzie się na terenie obiektu nazwanego na cześć Stalina.

„Linia Stalina to pomnik ofiar II wojny światowej – oświadczył. – Są tam również pomniki żołnierzy walczących w Afganistanie i białoruskich marynarzy. Nie należy tu szukać podwójnego sensu. Celem imprezy jest jednoczenie młodzieży w związku z obchodami 70-lecia zwycięstwa.”

Co do stanowiska Cerkwi Prawosławnej wobec postaci Stalina, Serhij Lepin podkreślił:

„Oczywiście, należy unikać prób usprawiedliwiania reżimu Stalina. Trzeba pamiętać o zniszczeniach, bratobójczych walkach i nienawiści, które wprowadził w ówczesne społeczeństwo. Ale nie można też wieszać wszystkich psów na Stalinie.”

 

Wypowiedział się też jego kolega, protodiakon Maksim Łohwinau, szef departamentu ds. młodzieży przy eparchii mińskiej i organizator festiwalu. Twierdzi, że Linię Stalina wybrano, ponieważ Cerkiew Prawosławna „nie ma nic przeciwko niej”.

 

„Nie mamy zamiaru kanonizować Stalina – mówi. – Ten obiekt kulturalno-historyczny po prostu tak się nazywa. Kiedy pan przejeżdża obok placu Lenina, to przecież pan nie usprawiedliwia tego człowieka!”

Według niego, obok linii w najbliższym czasie pojawi się prawosławna kapliczka. Duchowny nie przejmuje się tym, że stanie ona nieopodal pomnika Stalina. 

Organizatorzy oczekują, że w festiwalu weźmie udział około 400 uczestników. W programie: procesja, liturgie, koncert piosenki żołnierskiej i konkursy dla młodzieży.

 

Psalm na cześć Kim Dzong Una?

 

Na festiwalu wystąpi grupa „Komba Bakch”, której liderem jest brat protodiakona Maksima Łohwinawa Alaksiej. Na stronie grupy można zapoznać się z jej twórczością. Artyści między innymi poświęcili jedną piosenkę dyktatorowi Korei Północnej Kim Dzong Unowi. Pojawiają się w niej takie słowa:

„Czyż nie jest cudem, że w dzisiejszych czasach,
Mieszkańcy komunistycznego kraju,
Mogą być na prawosławną wiarę nawróceni,
W wodzie ochrzczeni, Duchem Świętem zmienieni?
Korea Północna – są tacy, jak my,
Marksem-Engelsem napełnione głowy,
W najgorętszych czasach zimnej wojny,
Przy Kim Dzong Unie mogą być oświeceni!”

Maksim Łohwinau jest nie tylko szefem departamentu ds. młodzieży, kieruje też klubem historyczno-sportowym. W 2000 r. wychowanków klubu trenował Dzmitryj Pauliczenka, figurant procesów związanych z zaginięciem pod koniec lat 90. przeciwników reżimu Łukaszenki: Zacharenki, Hanczara, Krasouskiego, i Zawadskiego. Pawliczenkę podejrzewano o ich zabójstwo, został jednak wypuszczony z aresztu śledczego na mocy osobistej decyzji Łukaszenki.

„Używają Stalina do walki z Zachodem”

Prawosławna teolog Natalia Wasilewicz zwraca uwagę na to, że prawosławni aktywiści, szczególnie w Rosji, coraz częściej wspominają Stalina w pozytywnym kontekście.

„Spójrzmy na to, kim są dzisiejsi „prawosławni deputowani” w Rosji. To byli komuniści! Kiedyś walczyli z Zachodem ideami komunistycznymi, a dzisiaj używają do tego prawosławia. Mówią, że Zachód nas zmusza do przyjęcia ich modelu społeczeństwa, ale my, ludzie prawosławni, będziemy się temu przeciwstawiać. I jako symbol Stalin świetnie wpisuje się w tę retorykę” – twierdzi ekspert.

Według niej, zorganizowanie festiwalu na Linii Stalina jest nie na miejscu, może sprowokować konflikty wśród wierzących.
Natalia Wasilewicz zwróciła się do mińskiego metropolity Pawła z prośbą o zmianę lokalizację imprezy.

„Linia Stalina nie została tak nazwana przypadkowo: świadczy o tamtejszy pomnik, który jest centrum adoracji dyktatora, człowieka, który chciał zmienić naszą ziemię w duchową pustynię. Zgodnie z jego zamiarami, należało zniszczyć nie tylko prawosławne duchowieństwo, ale także robotników, chłopów, inteligencję, działaczy kulturalnych oraz mniejszości narodowe” – podkreśliła Wasilewicz w swoim liście do metropolity.

Jednak główny duchowny Cerkwi nie przyjął tych argumentów.

„Linia Stalina to muzeum wojenno-historyczne na otwartym powietrzu, skupione wokół jednego z najważniejszych węzłów obronnych ZSRR. Miejsce to nie ma żadnego związku z represjami” – uznał w swojej odpowiedzi metropolita Paweł.

wg materiałów Adarii Gursztyn, naviny.by

 
Tagi:

Wiadomości