Dr Ihar Melnikau: Polski we wrześniu 1939 r. broniło 70 tys. Białorusinów

Wydana po białorusku „Zachodniobiałoruska Atlantyda 1921-1941” opisuje historię wschodnich województw II Rzeczpospolitej, przyłączonych w 1939 r. do Białoruskiej SRR. Jej autor, dr historii Ihar Mielnikau opowiedział Biełsatowi, dlaczego postanowił zając się właśnie tym fenomenem i dlaczego opisuje historię przez pryzmat indywidualnych losów.

Dla kogo napisał pan „Zachodniobiałoruską Atlantydę”? Ostatnio białoruski publicysta Aleś Czajczyc krytykował Białorusinów „wyrażających swój zachwyt czasami, gdy Zachodnia Białoruś była częścią Polski.”

[Dr Ihar Mielnikau] Moja książka nie jest historią polskich kresów, ale książką o historii Białorusi pisaną z pozycji białoruskocentrycznych. Nie jest też skierowana do Polaków, ale głównie do młodych Białorusinów. I wcale nie ma za zadanie pokazać, jak dobra była przedwojenna Polska. Ma ona pokazać historię, o której dotychczas na Białorusi się nie mówiło. Np. o uczestnictwie Białorusinów w kampanii wrześniowej. To nasza białoruska historia i powinniśmy być dumni z tych ludzi, tak jak jesteśmy dumni z żołnierzy radzieckich, którzy wyzwalali Białoruś. Warto też mówić o życiu codziennym Białorusinów mieszkających w ówczesnej Polsce, które różniło się od warunków panujących w BSRR. Spotykam się i z  takimi ludźmi jak Czajczyc, którzy są nastawieni negatywnie do Polskości – dostrzegając  w tym jakieś zagrożenie. Oni stwarzają mit wojowniczego nacjonalizmu, a nam potrzebny jest zdrowy nacjonalizm – czyli nie nienawiść do  sąsiadów, ale szacunek do tego, co swoje.

Dlaczego zajął się pan historią właśnie tych białoruskich ziem, które przed wojną należały do Polski?

Ani współczesna, ani tym bardziej radziecka historiografia nie zajmowała się tym tematem. Kładziono akcent na wyzwolenie 17 września 1939 r. lub na kolonialny charakter polskiej władzy na terytorium Zachodniej Białorusi. Nikt nie badał, jak ludzie wtedy żyli na tych terenach. Gdy 10 lat temu pisałem doktorat w Mińsku – choć dotyczył on XIX w. to napotykałem sporo dokumentów poświęconych czasom międzywojennym. Potem, podczas moich podróży po Białorusi, zacząłem też zbierać i kupować rożne pamiątki i zdjęcia. Spotykałem się również ze świadkami epoki. Zebrałem kolekcję – pojawiło się archiwum, przy pomocy którego mogłem opowiedzieć Białorusinom o tym, co się wtedy działo.

Jak wiele pamiątek z tamtego okresu zachowało się  do dziś w białoruskich rodzinach?

Bardzo dużo. Paszporty, dokumenty, pieniądze, nawet rzeczy codziennego użytku. Białorusini nie wyrzucali takich rzeczy. Odnalazłem nawet portret Piłsudskiego, Mościckiego  i Rydza-Śmigłego wiszącego niegdyś w szkole w Naroczy. Przechowały się gdzieś na strychu – ludzie znaleźli je i sprzedali mi.

Dlaczego kładzie pan nacisk w książce na historię indywidualną? W książce można znaleźć wiele opowieści o zwyczajnych ludziach i wiele relacji pojedynczych osób.

Dokumenty archiwalne  najczęściej przedstawiają zjawiska ogólne. Np. rozstrzelano czy wywieziono 100 osób, albo do kołchozu zapisało się 50 osób. A co to byli za ludzie, dlaczego np. kilkadziesiąt tys. Białorusinów poszło do Wojska Polskiego i mężnie walczyło przeciwko nazistom? Dlaczego np. podczas bitwy pod Mławą, w 20 dywizji z Baranowicz, w szeregach której znajdowali się głównie żołnierze białoruskiego pochodzenia, jedynie dwóch żołnierzy zostało przed sąd ukaranych za dezercję. I to mimo, że II Rzeczpospolita była dla nich raczej macochą niż matką. A chodzi o ludzi, którzy w szkole nie mogli uczyć się po białorusku i otrzymać  bezpłatnej edukacji.

Wspomina pan o lojalności białoruskich żołnierzy wobec Polski przedwojennej – ile ich było dokładnie?

Dokumenty mówią o 70 tys. obywateli II Rzeczpospolitej wyznania prawosławnego z terenów dzisiejszej Białorusi, których można uznać za etnicznych Białorusinów. I jak pokazują dokumenty, spośród nich występował niewielki odsetek dezerterów.

A jak prezentowała się liczebność etnicznych Białorusinów w korpusie oficerskim Wojska Polskiego?

Z tym gorzej, bo łatwiej było zostać oficerem, demonstrując przywiązanie do polskości. Jednak historia zna też inne przypadki. Wiadomo o Białorusinie – poruczniku Malinowskim, który dowodził pociągiem pancernym pod Brześciem. Był też Wiktor Mejaniuk, podporucznik rezerwy 802. pułku piechoty biorącego udział w obronie Twierdzy Brzeskiej. Inny przykład to Franiszek Kuszel, późniejszy dowódca Białoruskiej Wojskowej Sprawy utworzonej przy Niemcach. Był przedtem oficerem Wojska Polskiego, który trafił do niewoli sowieckiej i nie rozstrzelano go tylko dlatego, że był Białorusinem.  

Czy Białorusini służący w polskiej armii stali się obiektem represji sowieckich?

Oficerowie trafiali do aresztu i mogli przejść przez wszystkie etapy sowieckiej machiny represyjnej. Zwykłych żołnierzy raczej wypuszczano. Jest jednak historia Jakuba Konana, Białorusina uczestniczącego w obronie Lwowa – nie był oficerem, a trafił na Syberię. Stamtąd wydostał się dzięki armii Andersa i walczył pod Monte Cassino. Większość jednak szeregowców-Białorusinów wróciła swobodnie  do domów. Niektórzy Białorusini walczyli do końca kampanii wrześniowej – jak choćby żołnierze Grupy Operacyjnej Polesie. W jej składzie przeciwko Niemcom i Bolszewikom do października walczyła duża liczba prawosławnych żołnierzy z tamtych terenów.

W „Zachodniobiałoruskiej Atlantydzie” sporo miejsca poświęca się życiu codziennemu. Tę lekturę nawet można uznać za przewodnik dla Białorusinów po przedwojennej Polsce.

Chcę pokazać, że międzywojenna historia Zachodniej Białorusi to też historia Białorusi. Dotychczas, zarówno w  oficjalnej białoruskiej współczesnej historiografii, jak i w sowieckiej – temat był bardzo upolityczniony. Np. próbowano dowieść, że polityka państwa polskiego stawiała sobie za cel pełną polonizację.  Jednak nie mówiło  się o mechanizmach i instytucjach polonizacyjnych. Polacy byli, można powiedzieć, miękkimi polonizatorami, w odróżnianiu od Rosjan. Bolszewicy rusyfikowali po prostu zabijając elity. Polacy pozwalali wspinać się po drabinie społecznej,  jednak musiałeś podkreślać swoją polskość. Są też kwestie dnia codziennego, o których nie można się dowiedzieć z oficjalnej historii. Co jedli, w co ubierali się, za co kupowali, kwestie emigracji zarobkowej. I okazuje się, że do dziś Białorusi przechowują paszporty, dokumenty, a nawet pieniądze zarobione przez swych przodków w USA czy w krajach bałtyckich , którzy wyjeżdżali tam do pracy.

Jak szybko polska część Białorusi została zsowietyzowana?

Do dziś istnieje różnica między Zachodnia i Wschodnią Białorusią. Ludzie mają inny światopogląd, stosunek do życia historii i religii. Ostatnio robiłem film dla białoruskiej telewizji państwowej o tzw. strefie granicznej między Zachodnia Białorusią i BSRR. Sowieci bowiem po 17 września 1939 r. nie zlikwidowali granicy. Główna bohaterka ma pretensje do polskich władz, ale ma też pretensje do władzy sowieckiej, którą przecież Białorusini witali kwiatami i bramami powitalnymi. Kobieta skarży się, że nie mogła nawet pojechać do Mińska z powodu linii rozgraniczenia, która istniała do wybuchu Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Stara granic ryska nadal istniała i mieszkańcy zachodniej Białorusini bez zgody milicji nie mogli jej przekroczyć.

Dlaczego? Czego bały się władze sowieckie?

Na tych ziemiach zaczęły powstawać wtedy zaczątki polskiego podziemia – Związek Walki Zbrojnej, a potem AK. Były też kwestie gospodarcze – była to granica między kapitalizmem i socjalizmem. Zachodnia Białoruś była już sowiecka, ale jeszcze nie socjalistyczna. Istniały tam jeszcze sklepy prywatne i prywatna własność ziemi. Sowietom dopiero po wojnie udało się przeprowadzić kolektywizację.  Z tych ziem masowo wywożono również osoby niewygodne dla sowieckich władz – odbyły się cztery fale deportacji. Podobne granice funkcjonowały pomiędzy Ukrainką SRR i Zachodnią Ukrainą, na granicy Mołdawii i sowieckiej Ukrainy. Podobnie z krajami bałtyckimi. 

Jeżeli chodzi o deportacje, czy one dotyczyły jedynie Polaków?

– Głównie tak – albo Polaków, albo pracowników aparatu państwowego. Jednak na zesłanie trafiali też bogaci chłopi uznawani za kułaków. Mogli to być również Białorusini, którzy  masowo przed wojną skupowali ziemię na terenach przygranicznych. Potem w najlepszym wypadku stracili swoją własność, a w gorszym jechali na Syberię i potem ratował ich wybuch wojny z ZSRR i możliwość wstąpienia do armii Andersa.

W jakich archiwach można znaleźć dokumenty o opisywanym regionie?

W Brześciu w Archiwum Narodowym znajdują się dokumenty Wojska Polskiego, w Grodnie są dokumenty polskiej policji. W Mołodecznie również są dokumenty polskiej policji nt. walki  z sowiecką infiltracją. Oczywiście najwięcej materiałów znajduje się w archiwach KGB Białorusi i FSB, jednak są one niedostępne. Szczególnie jeżeli chodzi o represje konkretnych ludzi. Niestety, mimo moich próśb nie otrzymałem dostępu. Udało się mi jedynie uzyskać dostęp do centralnego archiwum wojskowego Rosji. Szukałem również informacji w polskich archiwach: Centralnym Archiwum Woskowym oraz Archiwum Służby granicznej w Szczecinie, w IPN, w Ośrodku Karta. O konkretnych osobach najwięcej można dowiedzieć się  ze wspomnień i archiwów prywatnych. Zdarzyło mi się  opublikować pewne zdjęcie z polskiego Centralnego Archiwum Wojskowego. Napisał do mnie człowiek, że na zdjęciu jego ojciec. A ja je przypadkowo wykorzystałem  w publikacji. I okazuje się, że ojciec  to faktycznie Białorusin służący w danym pułku. Dzięki temu uzupełniłem wiedzę uzyskaną z oficjalnych dokumentów relacjami rodzinnymi.

Dla Polaków ważnym tematem jest białoruska Lista Katyńska. Dlaczego białoruskie władze zaprzeczają jej istnieniu?

Ciężko mi powiedzieć, dlaczego władze się tak zachowują. Na pewno większość dokumentów dot. tej  sprawy znajduje się w Moskwie. Wiemy, że wiele z późniejszych ofiar  przebywało na terenie mińskich więzień: Wołodarki i Amerykanki, jednak potem ich ślad się urywa. By ostatecznie dowiedzieć się o ich losach, potrzebne są dokumenty. I nawet jeżeli w grę wchodzi wielka polityka,  to trzeba sobie zdać sprawę, że ani dzisiejsze białoruskie władze, ani społeczeństwo nie są odpowiedzialne za zbrodnie Stalina. To po pierwsze.  A po drugie, ci, którzy wtedy zginęli, często pochodzili z tych terenów i jest to część białoruskiej historii. Do tego każdy człowiek ma też prawo do krzyża na swoim grobie. Np. w 2008 roku miało miejsce ponowne pochowanie polskich żołnierzy broniących Kobrynia w 1939 r. I jestem wdzięczny za to państwu białoruskiemu. Białorusini powinni pamiętać, że wojna dla Białorusinów nie zaczęła się 22 czerwca 1941 r. tylko 1 września 1939 r.

Pisze Pan kolejną książce o regionie.

Nazywać się będzie najprawdopodobniej „Zasławska strefa przygraniczna”. W „Zachodniobiałoruskiej Atlantydzie” wspominałem o tym fenomenie. W międzyczasie jednak zwiedziłem osobiście wiele miejsc w pobliżu Rakowa i Zasławia (miasteczka na zachód od Mińska przed wojną znajdujące się po polskiej stronie granicy – belsat.eu). Chciałbym pokazać, jak ludzie żyli na tych terytoriach w pobliżu dawnej granicy ryskiej. (zatwierdzonej w zawartym w 1921 r. traktatem ryskim kończącym wojnę polsko-bolszewicką – Belsat.eu) Była to strefa, w której masowo operowali przemytnicy, dochodziło do małych wojen między wywiadami polskim i sowieckim. Po sowieckiej stronie granicy przed wojną  wybudowano linie bunkrów, które brały udział w obronie w 1941 r. Sam osobiście zwiedziłem pozostałości mińskiego umocnionego rejonu. Była to główna linia obrony przed Niemcami atakującymi z kierunku Wilna. Tymi umocnieniami przed wojną bardzo interesował się wywiad wojskowy – II wydział Sztabu Generalnego. Chcę wspomnieć również o odwadze polskich pograniczników, którzy walczyli tam w 1939 r. z armia czerwoną. I o męstwie sowieckich pograniczników w 1941 r., którzy w liczbie 90. przez trzy dni bronili Zasławie przed Niemcami.

Z Iharam Mielnikouam rozmawiał Jakub Biernat 

Заходнебеларуская Атлантыда 1921-1941 гг. Серия: Бібліятэчка Новага часу. Издательство: Галіяфы , 2014.

>>>Czytaj więcej o bialorusinie służącym w armii gen. Andersa

jb/Biełsat

Tagi:

Wiadomości