Czego szuka Putin na Madagaskarze?

Do Afryki Rosjanie wchodzą po cichu, jako najemnicy, handlarze bronią, oraz PR-owcy i politolodzy. Ostatnio rosyjskie ślady pojawiły się na Madagaskarze.

Rosyjskie wojsko w Syrii, broń z Rosji i najemnicy w Libii, Republice Środkowafrykańskiej, czy Sudanie nie są już tajemnicą. Moskwa buduje swoje wpływy w pogrążonych w chaosie krajach afrykańskich. I cierpliwie zbiera aktywa do swojego portfolio, po to, by konkurować z USA, krajami Europy Zachodniej, a także Chinami i Turcją w Afryce.

Brytyjscy dziennikarze z BBC dwa dni temu ujawnili nowy kierunek rosyjskiej ekspansji: Madagaskar. Ten wyspiarski kraj południowo-wschodniej Afryki, według Brytyjczyków, odwiedził spory kontyngent rosyjskich PR-owców (w Rosji nazywanych technologami politycznymi). Madagaskar przeżywa wciąż trudne chwile. Częste są protesty, a scena polityczna jest rozchwiana. Ale to tym lepiej dla rosyjskich speców od politycznych intryg. Ich celem jest zdobycie wpływów na wyspie obfitującej w bogactwa naturalne.

Turyści z Moskwy

Rosjanie pojawili się na Madagaskarze jeszcze w marcu 2018 r. Przyjechali jako zwykli turyści. I aktywnie wzięli się za kampanię prezydencką przed wyborami na początku listopada ubiegłego roku. Zawarli umowy na wsparcie PR-owe z sześcioma kandydatami na prezydenta Madagaskaru.

– Zapłacili mi gotówką, w walizce – opowiadał w materiale BBC pastor Andre Mailhol, jeden z kandydatów w wyborach.

Rosyjscy PR-owcy Andriej Kramar i Roman Pozdniakow obiecali pastorowi 5 mln. euro, ale kiedy okazało się, że nie ma szans na wygraną, poprzestali na 12 tys. euro. Później domagali się od Mailhola, by wycofał się z wyborów.

Ostatecznie wybory wygrał były lider protestów z 2009 r. i burmistrz stolicy kraju – Antynanarywy, Andry Rajoelina. Rosjanie kręcili się również wokół niego, namawiając go za gotówkę, by się wycofał.

Rosyjska grupa dziennikarzy śledczych „Projekt” informowała wcześniej, że na Madagaskarze działa grupa PR-owców powiązanych z Jewgienijem Prigożinem, biznesmenem z Petersburga i zausznikiem Władimira Putina. Prigożin sponsorował i organizował wcześniej tzw. „fabryki trolli” i prokremlowskie kampanie w mediach i internecie.

 

Z jego firmami powiązane są również grupy najemników walczących w Syrii i Afryce. Prigożin jest nazywany „kremlowskim kucharzem”, gdyż jego firma cateringowa zajmowała się dostarczaniem wyszukanych potraw dla Kremla.

Jewgienij Prigożin (z prawej) nie tylko gotuje przysmaki i przyjaźni się z Władimirem Putinem. Według rosyjskich mediów świadczy też władzy różne, brudne przysługi. Źródło: livejournal.com

W ostatnim czasie Prigożin znacząco rozszerzył swoją działalność. Jego najemnicy wykonują dla rosyjskich władz pożyteczną robotę. Działają tam, gdzie oficjalnie rosyjskie wojsko nie chce, lub nie może się angażować. Np. w niektórych regionach Syrii, czy w Afryce.

Prigożin roztacza przed Putinem wizję umacniania rosyjskich wpływów w Afryce. W zamian oczekuje jednak konkretnych profitów: wsparcia Moskwy, dla swoich afrykańskich interesów. Jego ludzie skupiają się głównie na wydobyciu cennych surowców, np. diamentów. Na Madagaskarze Rosjanie zamierzają wydobywać złoto i rudę żelaza. Ale, żeby wejść w biznes wydobywczy, Prigożin i inni rosyjscy biznesmeni potrzebują jeszcze sojuszników wśród rządzących w afrykańskich krajach elit.

Okazje w Afryce

Do tej pory Rosjanie w Afryce działali najczęściej według takiego schematu, jak np. w Ugandzie. Koncern Rostech, który zajmuje się m.in. produkcją broni, podpisał trzy lata temu z władzami Ugandy umowę na dostawy uzbrojenia powiązane z inwestycją w budowę rafinerii. Ostatecznie w realizacji projektu pojawiły się problemy, ale schemat wchodzenia do Afryki poprzez handel bronią jest typowy. W afrykańskich armiach właśnie dożywa swoich dni sprzęt z czasów zimnej wojny.

Trwa przezbrajanie na nową broń. I Rosja, ze swoim stosunkowo tanim uzbrojeniem (i znanym w Afryce) z łatwością podbija tamtejsze rynki. Tylko od 2014 r. Moskwa podpisała umowy o współpracy wojskowej z 23 (z 54) afrykańskimi państwami. Ostatnio, w sierpniu ubiegłego roku z Republiką Środkowoafrykańską. Obok broni inne, rosyjskie „hity” eksportowe to najemnicy i specjaliści od… polityki. I właśnie w eksporcie PR-owców wyspecjalizował się Prigożin.

– Panująca w Afryce pewna brutalność w działaniu i cynizm, oraz niedoskonałości demokracji to środowisko w którym rosyjscy spece od kampanii politycznych czują się świetnie – mówi Andriej Sołdatow, rosyjski ekspert ds. służb specjalnych i propagandy w internecie i dodaje – Dodatkowo sprzyja im niedojrzałość polityczna afrykańskich społeczeństw i uleganie sterowanym emocjom.

Ale politolodzy i PR-owcy to tylko forpoczta rosyjskich interesów. Dla Rosji, która ma bardzo dobrze rozwinięty przemysł wydobywczy, ma specjalistów i doświadczenie na rynkach surowcowych, Afryka jest cenna. Ma ogromne zapasy ropy, metali (chrom, złoto, boksyty), a także diamentów, platyny, uranu, czy metali potrzebnych w elektronice. Dlatego rosyjskie koncerny: Alrosa, Rosnieft, Łukoil, Rostech, Renowa, Siewierstal, Gazprom i inne od kilku lat bardzo intensywnie inwestują w Afryce.

Dostrzegają swoją szansę zwłaszcza w niestabilnych krajach, pogrążonych w wojnach domowych (jak Sudan, Libia, czy Republika Środkowoafrykańska), długotrwałej recesji i konfliktach politycznych (jak Zimbabwe, czy Madagaskar). Wszędzie tam, skąd Europejczycy i Amerykanie wolą się ewakuować. Dla Rosjan porzucana przez Zachód Afryka to okazja.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Wiadomości