Celebrowanie aneksji – zanim kwarantanna odetnie Krym

Michał
Kacewicz
dziennikarz

18 marca został ustanowiony przez Kreml jako święto państwowe – „Dzień Ponownego Zjednoczenia Krymu z Rosją”. Sześć lat po aneksji Putin próbuje reaktywować krymską euforię choć na chwilę. Na przeszkodzie stanęła mu epidemia koronawirusa i rosnący strach Rosjan o przyszłość.

Kiedy na całym świecie szaleje pandemia koronawirusa, jest jedna wyspa, na której czas się zatrzymał. To wyspa Krym. Tylko geograficznie nadal jest półwysep. Politycznie i społecznie, zwłaszcza po zamknięciu w ostatnich dniach dwóch lądowych przejść granicznych z Ukrainą, Krym jest odizolowany od lądu. Jedyną drogą łączącą go z nim jest most krymski w okolicach Kerczu. Dziś na Krymie trwa festiwal radości i świętowania. Na półwysep miał przyjechać po południu Władimir Putin. Rosyjski prezydent ma spędzić na Krymie dwa dni.

Będzie wręczał medale „za zjednoczenie Krymu z Rosją”. Medal bohatera pracy otrzymał np. miliarder Arkadij Rotenberg, oligarcha zaprzyjaźniony z Putinem od wielu lat i właściciel firmy, która zbudowała krymski most. Władze Krymu odwołują wielkie imprezy rocznicowe z uwagi na epidemię koronawirusa. Nie będzie np. dużego koncertu na prospekcie Nachimowa w Sewastopolu – miało w nim brać udział ponad 20 tys. ludzi. Motocykliści z klubu Nocne Wilki przyjechali jednak na Krym i twierdzą, że nie boją się koronawirusa. Mają wystartować w rocznicowym rajdzie z Symferopola do Sewastopola. Z uwagi na zagrożenie epidemiologiczne na terenie miast mają jechać małymi grupami i w maseczkach.

Święto mimo wszystko

Nocne Wilki to jedna z ikon operacji aneksji Krymu. W marcu 2014 r. Aleksandr Załdostanow, lider grupy, wraz z towarzyszami siedział często w luksusowej rybnej restauracji przy nabrzeżu w Sewastopolu. Jego ludzie jeździli ochraniać prorosyjskie demonstracje, pomagali w wyłapywaniu ukraińskich aktywistów. Rola Nocnych Wilków jest jednak dużo poważniejsza. Działali na Krymie tak naprawdę od wielu lat, na długo przed aneksją. Co roku latem organizowali rajdy motocyklowe na których gościł Władimir Putin. Razem z potężnym aparatem rosyjskich mediów, organizacji pozarządowych i ukrytych agentów długo przed 2014 r. pracowali na rzecz „rosyjskiego Krymu”.

W marcu sześć lat temu rosyjska armia, służby specjalne i państwo sfinalizowały jedynie wcześniej przygotowaną operację. Kilka tygodni trwała akcja podburzania miejscowej ludności, oraz tworzenia propagandowego wzmożenia antyukraińskiego (mieszkańców Krymu straszono np. jadącym z Kijowa pociągiem z nacjonalistami, bojówkarzami z Prawego Sektora). Po takiej obróbce 16 marca Rosjanie przeprowadzili na Krymie referendum w sprawie przyłączenia do Federacji Rosyjskiej. „Za” głosowało 96,7 proc. mieszkańców. Błyskawicznie, bo po dwóch dniach, rezultat i prośbę Krymu o przyłączenie do Rosji zaakceptowała rosyjska Duma i Rada Federacji, oraz prezydent. Zaczęły się wtedy trwające do dziś represje wobec Tatarów krymskich, oraz proukraińskich aktywistów. To na Krymie aresztowany był reżyser Ołech Sencow.

FSB zatrzymuje Tatarów na Krymie pod pretekstem „terroryzmu”

Dla Putina Krym stał się lokomotywą ciągnącą jego popularność do góry. W ostatnim czasie lokomotywa wyhamowała. Euforia krymska dawno minęła. Nie pomógł zbudowany gigantycznym kosztem ponad 4 mld. USD w maju 2018 r. (część drogowa) most przez cieśninę kerczeńską. Trudno, żeby euforia choć na chwilę wzleciała w górę również teraz, kiedy Putin próbuje ją reanimować rocznicową celebrą. Po prostu Rosjanie, a także mieszkańcy Krymu mają dziś inne problemy: epidemię i zbliżającą się recesję gospodarczą.

Bez euforii

Oficjalnie na Krymie nie ma jeszcze przypadków koronawirusa. Owszem sto kilkadziesiąt osób objętych jest obserwacją. Według ukraińskich mediów ze szpitala zakaźnego w Sewastopolu uciekła kobieta. Od jutra zamknięte w Sewastopolu mają być szkoły, a uczelnie przechodzą na pracę zdalną. Władze Krymu czują się pewniej, niż te z „kontynentalnej” Rosji, gdyż półwysep łatwo odizolować. Granica z Ukrainą już jest zamknięta, a połączenia przez most i lotnicze można odciąć w każdej chwili. Radykalnych decyzji i informacji o epidemii na pewno władze nie będą podawać dzisiaj. Przecież trwa święto.

Jest zaklinanie rzeczywistości. W czasie kampanii wyborczej na Ukrainie w ubiegłym roku Dmitrij Pieskow, rzecznik Kremla, mówił że temat powrotu Krymu jest zamknięty na zawsze. Ramzan Kadyrow, że w ciągu sześciu lat Krym stał się centrum międzynarodowej turystyki. Deputowani z półwyspu w Dumie opowiadają, że Krym kwitnie pod rządami Rosji i ma przed sobą świetlaną przyszłość.

W rzeczywistości Krym dał już Rosji wszystko, co mógł dać. Putinowi, okresowy wzrost popularności. Rosyjskiej flocie – możliwość rozbudowy instalacji pozwalających kontrolować basen Morza Czarnego. Zabezpieczać od strony logistycznej operację wojskową w Syrii, oraz szachować południowe państwa NATO: Turcję, Bułgarię i Rumunię. Rosyjskiej gospodarce Krym dał niewiele. Był kosztem, gdyż trzeba było inwestować w odbudowę infrastruktury, most i utrzymywanie dwumilionowego regionu w warunkach zaostrzonych sankcji.

Rosyjska armia ćwiczy przed Dniem Zwycięstwa pomimo pandemii

Na Krymie nie mogą przecież działać oficjalnie rosyjskie banki, korporacje, a nawet sieci telefonii komórkowej. Trzeba było dostosować ich działalność tak, aby nie podpadały pod międzynarodowe sankcje. Stworzyło to doskonałe warunki do wielomilionowych zysków dla ludzi, którzy mieli od władz pozwolenie na działalność w tych specyficznych warunkach. Na pewno z aneksji zadowolona jest również rosyjska biurokratyczna elita. W krótkim czasie po aneksji dotychczasowych urzędników, prokuratorów i oficerów krymskich, którzy przeszli na stronę Rosji, wysłano w głąb Federacji. Miejsce lojalistów zajęła nomenklatura z „kontynentalnej” Rosji. Zazwyczaj zadowolona z pracy w prowincjonalnym, ale posiadającym dobry klimat Krymie.

Znacznie mniej zadowolony jest dziś Władimir Putin. Dzisiejsze świętowanie miało być huczne. Miało przypominać o sukcesie sprzed sześciu lat i wpisać się w prowadzoną od tygodni operację przedłużania władzy prezydenta. Krym miał również być ostatnią, celebrowaną imprezą w putinowskim stylu przed wielkimi obchodami dnia zwycięstwa 9 maja. Koronawirus pokrzyżował te plany.

Michał Kacewicz/belsat.eu

INNE TEKSTY AUTORA W DZIALE OPINIE

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów