55 lat temu Sowieci zburzyli Farę Witoldową w Grodnie – jednak pamięć o niej trwa

W 1961 r. ofiarą kampanii antyreligijnej padł jeden z największych zabytków Grodna. „Od razu dookoła ogień. Kościół podniósł się i zaczął powoli zapadać się do wewnątrz” – tak jeden ze świadków wspomina barbarzyński akt wysadzenia XVI-wiecznej świątyni.

To nie jedyny kościół na Grodzieńszczyźnie, który ucierpiał w wyniku antyreligijnej kampanii rozpętanej przez Chruszczowa, jednak mimo dziesięcioleci jakie upłynęły od jej wyburzenia pamięć o gotyckiej świątyni wybudowanej na osobiste polecenie króla Stefana Batorego nie przemija.

W tym roku wydano multimedialny dysk ze zdjęciami Kościoła Najświętszej Marii Panny, a niedawno w Grodnie otwarto wystawę poświęconą zburzonej świątyni.

„Naszą ideą było pokazanie Fary Witoldowej jako obiektu architektonicznego w skali miasta. Specjalnie dobraliśmy takie zdjęcia, gdzie widać kościół na tle budynków z różnych punktów. To dość rzadkie zdjęcia zebrane w kilku kolekcjach – Feliksa Woroszylskiego, Jana Lalewicza, Wiktora Sajapina, polskich źródeł i innych” – tłumaczy organizator wystawy historyk Andrej Waszkiewicz.

Jak wysadzono kościół

W czasach sowieckich na terenie ZSRR zniszczono ponad 70 tys. świątyń. Szczególnie proces ten nasilił się za czasów Nikity Chruszcza, który zapowiadał, że pod jego rządami ostatnich żywych księży będzie można zobaczyć jedynie w telewizji. Oprócz zmian w prawie, szerokiej akcji propagandowej i totalnej nagonki na ludzi wierzących oraz duchownych, sowieckie władze fizycznie niszczyły cerkwie i kościoły. Ofiarą chruszczowowskiej kampanii padła również grodzieńska świątynia katolicka, którą wysadzono w nocy z 28-29 listopada 1961 r.

W 2002 r. Natalia Makuszyna dziennikarka gazety „Birża informacji” zebrała wspomnienia świadków burzenia kościoła.

Ówczesny dowódca oddziału grodzieńskiej drogówki M. Cygielnikau wspominał: „Nikt nie wiedział, w którą stronę runie kościół. Nawet miejscowi saperzy wojskowi nie zaryzykowali wysadzenia budynku. Dlatego kościół wysadziła dziewczyna-cudowne dziecko z Leningradu. Najwyższej klasy specjalistka w całym Związku Sowieckim. Taka maleńka, przychodziła, siadała w kucki, trzymała taki maleńki notatniczek – obliczała kąt burzenia i głębokość otworu strzelniczego. Obliczała, dawała dane brygadziście. Ten wiercił otwór, a gdy był już zrobiony prace kontynuowali żołnierze. Wezwano ich na pomoc, bo ściany miały po 4-5 metrów.

Gdy ona powiedziała, że wszystko w porządku, wyszli z brygadzistą na centrum placu Sowieckiego, my staliśmy przy wejściu na skwerek. Na wszelki wypadek założyliśmy hełmy, gdyby przyleciała jakaś cegła. Ona stała z dziadkiem-brygadzistą na środku bez żadnej czapki. Dziadek pokręcił maszynką […] Od razu dookoła ogień. Kościół podniósł się i zaczął powoli zapadać się do wewnątrz. Gdy wszystko się skończyło – to dziecko wskoczyło na szyję dziadkowi i oboje oni tańczyli po placu”.

Jak wspominają świadkowie, rano całe centrum miasta było pokryte ceglanym  pyłem. Po roku na miejscu zburzonego kościoła zrobiono skwerek – ulubione miejsce miejscowych pijaków.

W swojej wielowiekowej historii kościół wielokrotnie płonął, był przebudowywany, podczas zaborów zamieniono go w prawosławną katedrę, potem znów stał się  kościołem katolickim. W czasach niemieckiej okupacji stał się magazynem ubrań zabranych z grodzieńskiego getta.

Kościół był ufundowany pierwotnie w II połowie XIV wieku przez Wielkiego Księcia Witolda, jednak w 1587 r. został wybudowany na nowo na polecenie Stefana Batorego w stylu gotycko-manierystycznym. Batory pod koniec życia wybrał Grodno na swoją stałą siedzibę i po śmierci został nawet na pół roku pochowany w Farze Witoldowej, zanim jego ciało nie trafiło na Wawel.

Krajoznawca i historyk Wiktor Kirejeu uważa, że obecna białoruska władza przychylniej odnosi się do inicjatyw upamiętnienia świątyni.

„Wcześniej 29 listopada opozycja organizowała akcje. Stawiano krzyże, które potem w dziwny sposób znikały. Teraz sytuacja się zmieniła. Nawet za zgodą władz postawiono pomnik na miejscu zburzonej świątyni. I myślę, że ludzie obecnej władzy nie uważają się za spadkobierców tych, którzy wysadzali. Być może kiedyś ta świątynia zostanie odbudowana – jej fundamenty zachowały się” – podkreśla Kirejeu, który uważa, że świątynia jest symbolem wielowyznaniowej historii Białorusi, w której było też wiele konfliktów – „Powinniśmy pamiętać naszą historię, żeby te konflikty się nigdy nie powtórzyły.” – dodaje.

Tak, jak 55 lat temu serbski pisarz Iwo Andrić otrzymał Nagrodę Nobla za swoją powieść „Most na Drinie”, w której na przykładzie jednego mostu odzwierciedlił wielowiekowe skomplikowane procesy historyczne w dziejach południowych Słowian. Tak na przykładzie naszego zabytku można by  zaobserwować procesy jakie Białoruś przechodziła w różnych okresach.

Fara Witoldowa była i katolickim kościołem, i prawosławną katedrą, i kościołem garnizonowym. Podczas licznych wojen dawała schronienie Grodnianom. Jego mury zniszczono, ale może pewnego dnia Fara Witoldowa doczeka się swojego literackiego pomnika.

Więcej o Farze Witoldowej w programie Nad Niemnem:

Paulina Walisz, www.belsat.eu/pl/

Wiadomości